|
Pod koniec listopada nasz kraj odwiedził Taavi Soininvaara - fiński pisarz, autor książek sensacyjnych.
Taavi Soininvaara debiutował w 2000 roku powieścią Wirus Ebola w Helsinkach. Po sukcesie książki rozpoczął karierę pisarza. Jego książki są tłumaczone na język niemiecki [Pimeyden ydin (Jądro ciemności) z 2005, Marsalkan miekka (Miecz marszałka) z 2006, Jumalten sota (Wojna bogów) z 2007 oraz Kriittinen tiheys (Masa krytyczna) z 2009 roku]. W 2003 pisarz otrzymał nagrodę fińskiego Towarzystwa Przyjaciół Kryminału Vuoden johtolanka. W Warszawie Taavi spotkał się z czytelnikami w kawiarni Antrakt. Dzięki uprzejmości pani Bożeny Kojro, która przetłumaczyła jego pierwszą książkę na język polski, mieliśmy okazję porozmawiać z pisarzem przed spotkaniem.
Czy to Twoja pierwsza wizyta w Polsce?
Nie, byłem już w Polsce przy okazji pisania mojej czwartej książki (Ikuisesti paha, 2003, fin. Wieczne zło – przyp. tłum.), której akcja częściowo rozgrywa się w Krakowie. Później spędziłem również kilka dni w Warszawie.
Co Cię urzekło w naszym kraju?
Bardzo podobał mi się Kraków, zabawiłem tam zresztą dość długo. To piękne miejsce, bardzo przyjazne dla turystów. Natomiast Warszawa jest bardzo dużym miastem, a ja nie miałem samochodu, więc niestety nie udało mi się zbyt wiele zobaczyć w czasie kilkudniowego pobytu. Bardzo lubię Polskę, a zwłaszcza Polaków. W gruncie rzeczy jesteście bardzo podobni do Finów.
A jak wrażenia po wczorajszej wizycie w Białymstoku? Udało Ci się coś zobaczyć?
Było w porządku, ale niestety nie miałem czasu na zwiedzanie. Widziałem jedynie bibliotekę, która bardzo mi się podobała. Na spotkanie przyszło wiele osób, w tym spora grupa studentów, wszyscy zadawali ciekawe pytania.
Podobno spotkanie odbyło się w naprawdę licznym gronie.
Przyszło bardzo wiele osób, organizatorzy musieli nawet donieść krzesła. Bardzo mnie to cieszy, gdyż świadczy to o tym, że zainteresowanie Finlandią i kulturą fińską w Polsce jest bardzo duże pomimo tego, że fińscy pisarze rzadko odwiedzają wasz kraj.

Przejdźmy w takim razie do książek. Twoja pierwsza powieść Wirus Ebola w Helsinkach (tytuł oryginału: Ebola – Helsinki – przyp. tłum.) ukazała się w 2000 roku.
Tak. A zacząłem ją pisać trzy lata wcześniej.
Co skłoniło Cię do pisania? Kiedy po raz pierwszy przyszło Ci na myśl, że mógłbyś zostać pisarzem?
Jako dziecko dużo czytałem. Moja mama uczyła fińskiego, więc mieliśmy w domu wiele książek. Później, będąc nastolatkiem, pomyślałem sobie, że mógłbym kiedyś spróbować swoich sił jako pisarz. Ale kiedy przyszedł czas na dokonanie wyborów dotyczących przyszłości, podjąłem zachowawczą, „burżujską” decyzję i poszedłem na prawo.
To nie jest kierunek mocno związany z pisaniem…
Nie, zupełnie nie jest. Moja decyzja była raczej podyktowana oczekiwaniami rodziny oraz tym, że jest to bardzo szanowana profesja.
W Finlandii trzeba podjąć decyzję o tym, co się będzie robić w przyszłości, mając zaledwie szesnaście lat, a to, według mnie, o wiele za wcześnie. Bo kto w wieku piętnastu czy szesnastu lat wie, czym będzie chciał się zajmować do końca życia? Ja zdecydowałem się studiować prawo i z perspektywy czasu uważam, że to był dobry wybór. Chciałem pracować w jakiejś dużej międzynarodowej firmie i mi się to udało. Między innymi przez dwa lata sprzedawałem turystyczne łodzie podwodne nad Morzem Śródziemnym, a przez kolejne sześć lat pracowałem w stoczni. Wszyscy klienci byli cudzoziemcami, a siedziba główna znajdowała się w Londynie, gdzie bywałem praktycznie co tydzień. Z tych wszystkich doświadczeń na płaszczyźnie międzynarodowej czerpałem inspirację do moich pierwszych książek.
Zatem praca stała się dla Ciebie inspiracją.
Zgadza się. Kontakt ze światem biznesu był dla mnie bardzo cennym doświadczeniem. Ale z czasem zacząłem też dostrzegać, że żyję w szaleńczym tempie. Każdego dnia po pracy byłem wyczerpany, nigdy nie było mnie w domu, a jedzenie przywoziłem taksówkami, żeby się nie spóźniać. Brakowało mi czasu na wszystko. Dlatego kiedy skończyłem trzydzieści lat, zacząłem się zastanawiać, czy rzeczywiście chcę, żeby moje życie wyglądało w ten sposób aż do emerytury. Odpowiedź była prosta – trzeba chyba być wariatem, żeby spędzić całe życie goniąc za pieniądzem. Jedyną zaletą były dobre zarobki, jednak co miałem robić z tymi pieniędzmi, skoro nigdy nie miałem dość wolnego czasu, aby móc z nich skorzystać? (śmiech) Zrozumiałem, że to absurdalna sytuacja. Zajęcie się pisaniem było dla mnie ucieczką od tamtego morderczego trybu życia.
Potrzebowałeś spokoju umysłu?
Potrzebowałem zmiany. Myślę, że nawet nie przemyślałem dokładnie tego, czy chcę zostać wielkim pisarzem i utrzymywać się z pisania. Po prostu chciałem zacząć pisać… Z tego, co pamiętam, miałem też plan awaryjny w postaci posady wykładowcy prawa na uniwersytecie pedagogicznym, na wypadek gdyby pomysł z pisaniem książek jednak nie wypalił. W każdym razie jakieś 11-12 lat temu wysłałem swój pierwszy maszynopis do wydawcy.
A jakie znaczenie miała dla Ciebie Twoja pierwsza książka?
To był dla mnie ważny przełom – dowód na to, że mogę napisać coś więcej i że mogę utrzymać się z pisania.
I to Cię zachęciło do dalszej pracy.
Tak. Książka została bardzo dobrze przyjęta w Finlandii, co mnie bardzo zdopingowało. Oczywiście, z tego punktu widzenia jest ona dla mnie najważniejsza, mimo tego, że bardzo różni się od moich późniejszych powieści. Dla każdego pisarza pierwsza książka jest najważniejsza, bo pozwala mu się wybić, dzięki czemu może on kontynuować pisanie.
Co Cię zainspirowało do napisania Wirusa? Jak powstawała fabuła? Czy zaplanowałeś całą akcję z góry, czy też historia powstawała na bieżąco w trakcie pisania?
Nie, pisanie na bieżąco nie zdałoby egzaminu, chociażby z tego powodu, iż fabuła jest w thrillerze najistotniejszym elementem. Natomiast jeśli chodzi o moje pomysły na fabułę, to zawsze staram się opisywać w swoich książkach realne zagrożenia dla ludzkości, sytuacje, które naprawdę mogą się kiedyś wydarzyć. Przedstawiam problemy, które interesują mnie samego i które, według mnie, mogą się wydać interesujące również moim czytelnikom.
Wirus Ebola jest jednym z najbardziej zabójczych wirusów istniejących na świecie, dziewięćdziesiąt pięć procent przypadków zarażenia kończy się śmiercią. W Europie były cztery przypadki rozprzestrzenienia się wirusa, m. in. we Włoszech i w Niemczech. Był również podobny przypadek w Stanach Zjednoczonych. Bardzo zaciekawił mnie film Outbreak (Epidemia – przyp. tłum.) z Dustinem Hoffmanem. Przeczytałem też kilka artykułów na ten temat i zacząłem się zastanawiać, czy faktycznie istnieje niebezpieczeństwo epidemii wywołanej groźnymi wirusami .
Ale wracając do procesu tworzenia fabuły. Od trzynastu lat zajmuję się pisaniem thrillerów, przez co stałem się wyczulony na problemy natury politycznej, gospodarczej, czy społecznej. W moich książkach poruszałem m. in. temat handlu ludźmi czy sytuacji w Darfurze. Jakieś sześć czy siedem lat temu pisałem o elektrowniach atomowych w Iranie, wówczas jeszcze się o nich szerzej nie mówiło. Cały czas zastanawiam się nad tym, co może się wydarzyć w przyszłości, jaki kryzys może nas jeszcze spotkać. Pisanie o tym, co dzieje się na świecie w danym momencie mija się z celem, gdyż książka wyjdzie w Finlandii dopiero rok po jej napisaniu, a tłumaczenia ukażą się za kolejne dwa lub nawet trzy lata, więc temat się do tego czasu zdezaktualizuje. Dlatego muszę próbować przewidzieć, co może się wydarzyć w przeciągu następnych kilku lat. To trochę jak hazard – na szczęście czasami udaje się trafić w dziesiątkę.
Nie miałeś nigdy problemów kiedy udało Ci się przewidzieć jakąś groźną sytuację, która później wydarzyła się naprawdę? Nikt Cię o nic nie podejrzewał?
Nie, przecież wszyscy wiedzą, że jestem pisarzem. Kilkoro tłumaczy wyraziło swoje zaniepokojenie, gdy wychodziły moje późniejsze książki, w których poruszam kwestie związane z islamem. Obawiali się, że może to wywołać niepotrzebne kontrowersje. Na szczęście do niczego takiego nie doszło.
W Wirusie pojawiają się marki różnych produktów używanych przez bohaterów, a także nazwy zespołów muzycznych, czy nazwiska kompozytorów, (np. w jednym rozdziale generał Raimo Siren słucha koncertu skrzypcowego Sibeliusa). Czy są one przejawem Twoich własnych upodobań?
Absolutnie nie. W thrillerach bardzo często umieszcza się nazwy różnych produktów, być może na początku mojej kariery trochę z tym przesadziłem.
Książka jest wtedy bardziej wiarygodna?
Jak najbardziej. Założenie jest takie, że marka samochodu jakim jeździ bohater czy jego ubiór mówią wiele na temat jego osobowości.

Czy można znaleźć w Twoich książkach jakieś nawiązania do Twojego życia?
Wydaje mi się, że zazwyczaj pierwsza książka jest w jakimś stopniu odzwierciedleniem życia pisarza. Na przykład w Wirusie za nawiązanie do mojego życia można by uznać nagły zwrot w karierze Ratamo, co trochę przypomina moją własną historię. Jednak im dłużej się pisze, tym mniej prawdopodobne staje się umieszczanie odniesień do własnego życia pisarza. Generalnie uważam, że odnoszenie się do własnego życia w powieści nie jest produktywne.
Z drugiej strony, każda postać jest wytworem mojej wyobraźni i czasem mają moje cechy. Na przykład na pewnym etapie pracy nad serią o Arto Ratamo, przypadkiem zauważyłem, że 65-letni szef Agencji Bezpieczeństwa (Jussi Ketonen – przyp.tłum.) i ja rozumujemy w bardzo podobny sposób. Zaskoczyło mnie to. (śmiech) To taki prosty, twardo stąpający po ziemi facet.
Czyli dopiero po tym, jak stworzyłeś tę postać, zreflektowałeś się, że to Ty?
Tak. Zaczęło się po prostu od tego, że musiałem stworzyć postać szefa Agencji Bezpieczeństwa. A potem sam zacząłem go lubić. Później stał się on bardzo ważną postacią, powiedziałbym nawet, że drugą, po Ratamo, najważniejszą postacią w całej serii.
Ale wrócę jeszcze do pytania o powstawanie fabuły. Na początku staram się stworzyć zarys przebiegu wydarzeń, zastanowić się o czym ma być książka, o jakim zagrożeniu ma opowiadać, do czego ma ono prowadzić, itd. Ale pisanie to bardzo długotrwały proces. Samo planowanie fabuły może zająć od roku do trzech lat.
Pisząc codziennie, wpadam na wspaniałe pomysły, więc próba wymyślenia każdego najdrobniejszego szczegółu przed rozpoczęciem pracy byłaby po prostu stratą czasu. Na początku potrzebny jest jedynie główny zarys akcji, a wszystkie szczegóły pojawiają się w trakcie pisania. Tak jest przynajmniej w moim przypadku. Ale technik pisania jest tyle, ilu pisarzy.
Do tej pory w Polsce ukazała się jedynie Twoja pierwsza książka. Czy któryś z bohaterów Wirusa pojawia się w późniejszych powieściach?
Tak, między innymi Arto Ratamo, który jest głównym bohaterem, a także Jussi Ketonen, szef Agencji Bezpieczeństwa oraz Riita Kuurma i Erik Wrede. Jest ich więc dość sporo. Wydaje mi się, że w tej serii mniej więcej połowa postaci jest stała, a połowa się zmienia. Dla pisarza jest to bardzo dobra sytuacja, bo z jednej strony zachowana jest ciągłość opowiadanej historii, a z drugiej ma on możliwość tworzenia nowych postaci.
Czytelnik czuje się bardziej komfortowo kiedy już dobrze zna bohaterów?
Tak. Ja również czuję się pewniej, bo też mam swoich ulubionych bohaterów, znam już ich historię i wiem, czego mogę się po nich spodziewać.
Niektórzy autorzy powieści kryminalnych budują swoją opowieść wokół jednej postaci. Cała historia jest wtedy widziana jej oczami, co moim zdaniem znacznie ogranicza możliwości. Dlatego ja staram się pokazać moją opowieść z punktu widzenia wielu bohaterów.
Którą ze swoich książek uważasz za najlepszą?
Ostatnią, oczywiście. (śmiech)
Czy to dlatego, że wciąż doskonalisz swoje umiejętności pisarskie?
Nie wiem, czy to dlatego, ale jeśli jako pisarz nie uważałbym swojej ostatniej książki za najlepszą, oznaczałoby to, że moja kariera zaczyna chylić się ku upadkowi. (śmiech)
Ale mówiąc poważnie, każda książka była dla mnie pod jakimś względem wyjątkowa. Jednak chyba właśnie pierwsza powieść jest najbliższa memu sercu, gdyż była najtrudniejsza do napisania. Pierwszą książkę zawsze najtrudniej napisać, trzeba przedtem bardzo wiele się nauczyć, a potem, co jest chyba najtrudniejszym zadaniem, trzeba znaleźć wydawcę, który zechce ją wydać.
Jeśli więc uda się wykonać ten najtrudniejszy krok i wydawca weźmie Cię pod swoje skrzydła i zainwestuje w Ciebie, wydanie kolejnej książki nie będzie już tak wielkim problemem.
Po ukończeniu pierwszej powieści napisałem zbiór krótkich opowiadań, co było dla mnie nowym, ale bardzo przyjemnym doświadczeniem. Teraz natomiast jestem w trakcie pisania książki do nowej czteroczęściowej serii. Tak naprawdę każde z moich doświadczeń pisarskich było zupełnie inne i ciężko je porównywać.
Czyli pracujesz teraz nad nową książką?
Tak, jesień i zima to dla mnie najbardziej pracowity okres, z reguły w lutym mam gotową wstępną wersję tekstu, nad którą mogę dalej pracować aż do lata. Jak mówiłem, teraz piszę trzecią książkę z nowej serii. Dwie pierwsze części już wyszły w Finlandii, a w przyszłym roku ukaże się ich tłumaczenie w Niemczech.
Twoje książki cieszą się w Niemczech sporą popularnością.
Tak, mam tam bardzo wielu wiernych czytelników. Dotychczas ukazała się tam seria o Arto Ratamo, a teraz planowane jest wydanie jeszcze jednej serii. Generalnie skandynawskie powieści kryminalne są bardzo popularne w Niemczech.
To Twój główny „rynek zbytu”?
Można tak powiedzieć, ale na pewno nie jedyny. Ważne są dla mnie również Austria i Szwajcaria, które zamieszkuje odpowiednio 10 i 15 milionów ludzi. Bardzo ciężko jest przebić się na rynek angielski i amerykański. Jedynym pisarzem ze Skandynawii, któremu się to udało jest Henning Mankell.
Mam nadzieję, że na fali mojej popularności w Niemczech, uda mi się także zaistnieć w innych krajach europejskich, na przykład w Holandii, Włoszech, czy Hiszpanii, a może nawet we Francji, gdzie zainteresowanie literaturą obcą jest znikome. Również zdobycie popularności na rynku polskim byłoby świetnym osiągnięciem, dlatego cieszę się, że moja książka została przetłumaczona na język polski. Nie zapominam też o moim rodzimym rynku w Skandynawii.
Czym jeszcze zajmujesz się poza pisaniem? Masz jakieś inne pasje?
Jestem prawdziwym maniakiem filmowym. Mam sporą kolekcję filmów. Kiedy miałem osiem lat, bank, w którym pracował mój ojciec, udzielił pożyczki dla jedynego kina w naszej miejscowości. Od tego czasu dostawaliśmy darmowe bilety na projekcje, dzięki czemu mogłem obejrzeć wszystkie wyświetlane tam filmy. Później, kiedy przeniosłem się na Wyspy Alandzkie i do najbliższej wypożyczalni filmów miałem 25 kilometrów, zacząłem kolekcjonować filmy. W tej chwili jestem nawet recenzentem w jednym fińskim czasopiśmie filmowym.
Filmy są dla mnie odskocznią od książek. Kiedy jestem w trakcie intensywnej pracy nad powieścią, nie mam już ochoty na wieczorną lekturę dla przyjemności. A przy okazji czerpię z filmów wiele nowych pomysłów.
Jakie filmy oglądasz najchętniej? Thrillery?
Niekoniecznie. Oczywiście widziałem kilka dobrych thrillerów. Skoro jestem w Polsce, to nie mogę nie wspomnieć o Romanie Polańskim. Bardzo podobał mi się jego nowy film Autor widmo, a ze starszych tytułów np. Frantic. Jest sporo naprawdę dobrych pozycji z dobrą fabułą, która pobudza do myślenia, w przeciwieństwie do filmów o bijatykach z Bruce'em Willisem w roli głównej.
Nie mam jedak ulubionego gatunku filmowego. Większą uwagę przywiązuję raczej do nazwiska reżysera, według mnie to on jest najważniejszym wyznacznikiem jakości filmu.
Kto jest Twoim ulubionym reżyserem?
Z hollywoodzkich twórców na pewno bracia Coen. A jeśli chodzi o reżyserów europejskich, cenię filmy Marchanda, Amenabára, Almodovara, czy też twórcy Labiryntu fauna – Guillermo del Toro. Oczywiście jestem też fanem kina brytyjskiego, ale musiałbym się dłużej zastanowić, kogo warto by wymienić.
Film jest dla Ciebie formą relaksu. A co z muzyką?
Kiedy byłem młodszy, często słuchałem muzyki. Jakieś 10 lat temu zafascynowała mnie muzyka etniczna, ale teraz nie ma już dla mnie takiego znaczenia jak wtedy. Może powinienem do tego wrócić? Dziś jeśli chcę czegoś posłuchać, sięgam raczej po spokojne, relaksujące nagrania.
Nasza strona jest poświęcona Finlandii, dlatego w każdym wywiadzie zadajemy następujące pytanie. Czy mógłbyś polecić jakieś miejsca w Finlandii, które Twoim zdaniem warto odwiedzić?
Hmm… Na pewno warto zobaczyć archipelag latem. Wtedy bardzo łatwo można się dostać do Tammisaari albo do Hanko. Podobny, równie odosobniony obszar dziesiątek tysięcy małych wysepek znajdziemy tylko w Grecji, więc to może być bardzo ciekawe doświadczenie.
Za kwotę 5-10 euro można wypożyczyć łódź, która zabierze was na kilkugodzinną wycieczkę. Ale nie polecałbym zaczynania takiej wyprawy bezpośrednio z Helsinek, gdyż archipelag zaczyna się dopiero mniej więcej od Tammisaari. Można tam szybko dojechać autobusem lub pociągiem, zajmuje to nieco ponad godzinę.
Nie będę wspominał o naszej stolicy, bo każdy i tak prędzej czy później tam trafi. (śmiech)
Zimą warto pojechać do Laponii, ale ciężko jest się tam dostać. Trzeba lecieć samolotem, i to z przesiadką, a to nie będzie tanie.
A koleją albo samochodem?
Podróż koleją zajmie dużo więcej czasu, ale jadąc nocnym pociągiem można dotrzeć na miejsce następnego dnia. A jazda samochodem? To jest ponad tysiąc kilometrów!
Czy są jakieś szczególne miejsca w Finlandii, w których często umiejscawiasz akcję swoich powieści? Czy raczej ograniczasz się do Helsinek, z racji tego, że jest to stolica kraju i jednocześnie siedziba wszystkich organizacji rządowych?
To dla mnie spory problem, bo jestem zmuszony w większości ograniczyć miejsce akcji do Helsinek. Ale staram się przedstawiać także inne miejsca, np. okolice mojego letniego domku w południowej Karelii. W książce, nad którą teraz pracuję, akcja dzieje się niedaleko mojego domu. Wolę pisać o miejscach, które znam, bo w ten sposób mogę zaoszczędzić czas poświęcony na podróżowanie i szukanie nowych lokalizacji.
Bardzo dziękuję za rozmowę. wywiad przeprowadził i tłumaczył: szpieg
gruntowna korekta i tłumaczenie: luminainen
zdjęcia: sirkka
|