kFINtesencja tego, co fińskie - strona o Finlandii i języku fińskim


 

Start Relacje Koncerty Charon 2006.02.24
niedziela, 20 maja 2012
Charon 2006.02.24 - Berlin PDF Drukuj Email
Wpisany przez Monika Rudko   
Piątek, 07 Kwiecień 2006 21:30
Charon, 24.02.2006, Berlin, Alten Feuerwache Treptow

Charona słucham od początku 2003. Przypadkowo poznany fiński zespół, ale jak się mi spodobał... Od razu dodam, że to własnie oni mnie wciągneli w fascynację finską muzyką, poźniej poszlo juz gładko. Jak już się zna Charona, to wie się, że nie są zespołem zbyt popularnym, szczególnie u nas, w Polsce, więc na koncert nie miałam co liczyć...

O tym, że będą grac w Berlinie dowiedziałam się jakies 2-3 miesiące przed planowanym koncertem, wielkie podniecenie, przeciez tyle na to czekałam! Ponad 3 lata... Kontakt z organizatorami, zamawianie biletow, dojazd do Berlina, wszystko trzeba bylo zaplanowac.

Bilety można było zamówic przez internet, wplacac nalezna kwote (6euro za bilet, czym sie troche zdziwilismy,'), mialo się juz wtedy pewne miejsce. Mozna tez bylo je kupic na miejscu, wtedy kosztowaly 8euro. Ja chcialam to zrobic przed koncertem, aby miec pewnosc, ze nie zabraknie dla mnie miejsca - Charon gral w walacej sie norze, gdzie miescilo sie zaledwie 250 osob, oczywiscie sala nie byla zapelniona do ostatniego miejsca;)

Do Berlina wyjechalismy ok. 16:30 w piątek. Caly dzien bylam podekscytowana: "Tak, nareszcie zobacze moj ulubiony zespol!". Zostalismy dowiezieni dla Plac Aleksandra. Stamtąd musielismy udac się S-Bahnem do strefy B Berlina. Jechalismy ok. 22 minut. Bardzo przyjemnie, lepiej niz w I klasie polskiego PKP;) Pozniej juz na pieszo, ok 15 minut. Dodam, ze bylo dosyc chlodno, a my nie moglismy znalezc miejsca koncertu! W koncu się udalo, na chodniku zauwazylismy grupke dosyc mrocznych ludzi - w wiekszosci gotyckie panienki - jakas sciezke, rozwalajace sie drzwi. Tak, bylismy na miejscu.

Tam musialam okazac indentyfikujacy mnie i moja osobe towarzysząca e-mail od jednego z organizatorów. Sprawdzili nam plecak, w ktorym byla polska flaga (ktorej ze strachu przed Niemcami nie wyjelismy, ale o tym pozniej) i aparat fotograficzny. I juz bylismy w 'sali koncertowej'. W srodku sporo klimatycznych ludzi, kleby dymu tytoniowego, paru podpitych osobnikow. Zadnej szatni, jakis wieszak, na ktorym i tak nic nie wisialo - tak, tak, caly koncert meczylismy sie z płaszczami. Poszlismy do BARU (jak sobie o nim dzisiaj mysle, to smiac mi sie chce). Kupilismy dwa piwa, rozwodnione i wyszlismy. Mi niestety nie smakowalo, wiec 3/4 odlalam chlopakowi;) Stoje w tym tlumie Niemcow, nic nie kapuje z tego co mowia i nagle widze Pasiego;) Gadal z kolesiem od dzwieku. Troche bylam zdziwiona, ze sobie tak lataja pomiedzy ludzmi, ale nikt nie zwracal na nich wiekszej uwagi... pozniej znikneli gdzies za drzwiami, ktore prowadzily do ich... garderoby:D Do wystepów zpotało nam jeszcze sporo czasu. Znowu poszlismy do tego BARU, nie chcialam piwa, ale jak to wytlumaczyc facetowi, ktory ledwo rozumie po angielsku? No, ale w koncu sie udalo i dostalam jakiegos smakowego drinka... Wtedy, jak sie okazalo, BAR byl z prawdziwego zdarzenia, chlopcy z Charona mieli serwowane nawet cieple zupki:D Niestety musieli jesc na stojaco...

Gdy sączyłam drinka, moj chlopak piwo, na scene wszedl pierwszy zespol. Niemiecka formacja Radical Romance. Byl to calkiem dobry wystep, raz spiewal wokalista a raz wokalistka. Mieli calkiem dobre warunki. Jak dla mnie, byl to prawie idealny zespol, jaki mogl supportowac Charona. Muzyka zywa, sporo gitar, bez zadnego smecenia. Mysle, że grali jakies 45 minut, nie wiecej. Zeszli ze sceny. Troche szkoda, byli naprawde niezli. Pod koniec ich wystepu przedarlismy sie już pod sama scene. Na szczescie nie bylo zadnych barierek.

Nastepnym supportem byl zespol Vigilia Septima. Po reakacjach publicznosci moge przypuszczac, ze ten zespol jest dosyc znany - w sklepiku mozna bylo dostac ich album, koszulki, naszywki, itp.. Ich muzyka balansowala miedzy doomowo-romatycznymi klimatami. Jak na moje ucho, to czerpali sporo z dokonan Anathemy, albo jakis innych podobnych zespolow. Coz, więcej nie moge juz napisac o tym zespole... nie przypadl mi do gustu, a nie chce do niego zniechecac...

 

Krotka przerwa, znoszenie sprzetu ze sceny i widzimy, jak muzycy z Charona taszcza swoje gitary, talerze... samo wszystko sobie montowali. Jedynie mieli pomoc przy ustawianiu dzwieku, ktory i tak byl kiepski (chociaz najlepszy, jezeli porownac do poprzednik zespolow,'), pewnie nie zalezalo to od umiejetnosci dzwiekowca, ale od miejsca gdzie grali. Takie ustawianie zajelo im ok 20-30 minut. Bylam juz zniecierpliwiona! Niech, oni zaczna juz grac - tak sobie myslalam. I tak sie stalo, na scene wskoczyl Juha-Pekka. Pogadal cos do publicznosci i do naszych uszu dolecialy pierwsze dzwieki utworu Colder. Niesatety, nie moge odtworzyc w pamięci porzadku granych utworow. Charon nie ograniczyl sie do 2 ostatnich albumow: The Dying Daylights i Songs For The Sinner! Zagrali piosenki z Downhearted - Little Angel (hymn fanow, jak to okreslil jeden z moich znajomych, ktory niestety nie molg byc na koncercie,'), Erase Me, Bitter Joy czy Sister Misery, byly tez piosenki z Tearstained: 4 Seasons Rush (z czego wielce sie ciesze,'), As We Die... Wystep zakonczyl sie przesliczna, wolna piosenka House of the Silent.

   

Chlopaki dawali z siebie, doslownie, wszystko. Nie myslalam, ze moga az tak dobrze wypasc, na takiej malutkiej scenie. Chcoiaz przypuszczam, ze ich to troche krepowalo - nie mogli za bardzo sie ruszac;) JP co kilka piosenek urzadzal sobie krótka pogawedke z ludzmi. Mozna sie bylo nawet troche posmiac. Koncert ich zmeczyl, ze sceny zeszli zalani potem...

Udali się do swojej 'garderoby', a my za nimi, aby zdobyc autografy i zdjecia. Wiekszosc z czekajacych, nie chciala byc zbyt natretna i cierpliwie czekali na zewnatrz, w mrozie, przed drzwiami, az ktorys z chlopakow z Charona wyjdzie. Pierwszy ukazal sie Pasi. Bardzo mily i cierpliwy. Rozdal wszystkim czekajacym autografy i porobil sobie zdjecia. Powiedzialam, ze jestesmy z Polski i przyjechalismy specialnie na koncert Charona. Odpowiedzial: "oh, from Pooooooland...". Troche dziwie sie poczulam, brzmialo to, jakby powiedzial: "cholera, a gdzie ta Polska jest?!" :P No, ale mniejsza o to...;) Znowu czekalismy, tupalismy nogami, aby za bardzo nie zmierznac. Pokazal sie Antti. Wszystko skoczyli po zdjęcia i autografy. Ten juz byl mniej gadatliwy od Pasiego, rozdal i uciekl:D Pozniej przyszla kolej na Lauriego, chyba najbardziej usmiechniety i wesoly z calej piatki, a przynajmniej wtedy. Po Laurim niestety juz nikt nie wyszedl... Czekalismy i czekalismy. Wtedy przyszedl Pasi i powiedzial, że jak chcemy autografy i zdjecia z reszta, to mamy wejsc, tam, gdzie siedzi zespol. No ok, wiec pakuje sie tam grupa ok 5 osob - wiecej juz się by i tak nie zmiescilo. Garderoba okazala sie zrujnowana kanciapa, z 3 wytartymi 'kanapami', brudne sciany, jakis stolik... Porobilismy sobie zdjecia.

Skorzystalismy z okazji i pogadaliśmy z Teemu. O mozliwosci koncertu w Polsce, o malej ilosci albumow w sklepach i innych rzeczach niezwiazanych z muzyka. Bylo naprawde milo i sympatycznie. Nie pomyslalabym, ze Charonowcy nie maja w sobie zadnego gwiazdorstwa, tacy zwykli ludzie.

Nadszedl czas pozegnania - mielismy S-Bahn. Usciski dloni i szybko w cieple miejsce!

Do dzisiaj bardzo milo wspominam ten koncert. Oplacalo się czekać 3 lata na wystep ulubionego zespolu, tym bardziej, ze zostalo sie tak milo zaskoczonym. I tym jak grali i tym jakimi okazali sie ludzmi. Ten rok, 2006, okazal sie dla mnie bardzo mily, Charona zobacze jeszcze 2 razy. W lipcu w Czechach na Masters of Rock i w październiku ponownie w Berlinie. Juz odliczam dni;) Wiem, ze zawsze będa wspominac te chwile z usmiechem i mam nadzieje, że bedzie ich wiecej...

W calym moim zachwycie bylo jednak pare rzeczy, ktore sie mi BARDZO nie podobaly. Oczywiscie miejsce, ktore nie zasluguje na inna nazwe jak 'paskudna nora'. Gorszego miejsca dlugo nie widzailam i pewnie juz nie zobacze. Odpadajacy tynk, scena - jakas drewniana kladka. WC - drewniane wychodki na zewnatrz. Po raz pierwszy bylam tez zdziwiona-rozczarowana Niemcami. W Berlinie na koncertach bylam wczesniej juz 2 razy. Na Nightwish + Sonata Arctica i Stratovarius, wtedy bylo normalnie. Zawsze ktos nas zagadal, skad jestesmy, fajnie, ze przyjechalismy. Prawie sami kulturalni i mili ludzie. Tym razem jednak bylo inaczej. Wiekszosc ludzi, ktora tam byla, zachowywala sie jak jakas grupa anty-polska. Moze wynika to z mentalnosci. Gdy idzie sie na koncert w Polsce to idzie sie poszalec, po to tez pojechalismy na koncert Charona. Niemcy jak ida na koncert to stana i czasami, ktorys kiwa sobie glowa. Wytykanie palcami, glupie spojrzenia, gdy zaczynalismy gadac miedzy soba byly czyms zupelnie normalnym. Dobrze, ze nie pojechalismy tam dla Niemcow, a dla Charona, bo inaczej to pewnie szybko bysmy sie zmyli:P

Set-lista:

  • Colder
  • Guilt On Skin
  • Bullet
  • If
  • 4 Seasons Rush
  • In Trust of No One
  • Rain
  • Desire You
  • Ride On Tears
  • Sister Misery
  • Bitter Joy
  • Come Tonight
  • Little Angel
  • Deep Water
  • ---
  • As We Die
  • House of The Silent

Monika Rudko

Zmieniony: Niedziela, 30 Kwiecień 2006 17:38
 

Forum Forum
linki fińskie Linki
Pogoda w Finlandii Pogoda w Finlandii
Typowanie fińskich skoków Typowanie skoków
Słownik polsko-fiński Słownik polsko-fiński

O Aurinko O nas
Kontakt Kontakt

 

Copyright © 2012 Aurinko - Finlandia i język fiński
aurinko.net.pl | Kontakt | Forum | Mapa witryny