kFINtesencja tego, co fińskie - strona o Finlandii i języku fińskim


 

Start Relacje Wywiady Risto Isomäki
niedziela, 20 maja 2012
Wywiad z Risto Isomäki PDF Drukuj Email
Wpisany przez szpieg   
Niedziela, 18 Styczeń 2009 15:51

Risto IsomäkiPodczas wizyty Risto Isomäki w Polsce, związanej z promocją jego książki "LIT-6" przetłumaczonej na język polski przez Bożenę Kojro, udało się nam spotkać 14 grudnia z pisarzem w "Czułym Barbarzyńcy" i zadać mu kilka pytań.

Przypomnijmy, że Risto to fiński pisarz, a zarazem dziennikarz zajmujący się od lat zagadnieniami związanymi z energią jądrową i globalnym ociepleniem klimatu. Pracował także przy wielu projektach na rzecz krajów rozwijających się, między innymi w Azji Południowo-Wschodniej oraz Afryce.

Lit-6 (Litium 6) z roku 2007 jest jego szóstą książką, wcześniej ukazały się: Kristalliruusu (zbiór nowel Pt. Kryształowa róża), 1991 oraz powieści: Gilgamešin tappio (Klęska Gilgamesza), 1994, Pimeän pilven ritarit (Rycerze ciemnej chmury), 1997, Herääminen (Przebudzenie), 2000, Sarasvatin hiekkaa (Piasek Sarasvati), 2005.

 

Aurinko: Czy to Twoja pierwsza wizyta w Polsce?

Risto Isomäki: Nie, to moja czwarta wizyta. Ostatni raz odwiedziłem Polskę w 1992 r., tak więc upłynęło dużo wody od czasu mojej ostatniej wizyty.

A: Co udało Ci się zobaczyć w miastach, które odwiedziłeś?

RI: Byliśmy w Krakowie, Poznaniu i Warszawie, ale niestety nie zobaczyłem zbyt dużo, tylko Stare Miasto w Krakowie, które zresztą bardzo mi się podobało i Wawel z okien samochodu. Chciałbym mieć więcej czasu na odkrycie pozostałych miast, ale niestety nigdy nie można zobaczyć zbyt dużo na raz w ciągu tak krótkiego czasu.

WywiadA: Przejdźmy do Twojej najnowszej książki – thrillera ekologicznego LIT-6. Kto lub co zainspirował Cię do jej napisania?

RI: To podchwytliwe pytanie. Pisarzem, który mnie oryginalnie zainspirował był Stanisław Lem. Miał on na mnie znacznie większy wpływ niż inni pisarze, wspominałem o tym zresztą wielokrotnie przy różnych okazjach. Kiedy zacząłem pisać książki, moje pierwsze powieści były prawdopodobnie nawet za bardzo nim inspirowane. Potem zacząłem pisać powieści fantastyczno-naukowe dotyczące kwestii środowiskowych i zmian klimatycznych, łączące elementy fantastyczno-naukowe z beletrystyką. Nie wiem, czy w dalszej twórczości inspirowałem się jakimś pisarzem, bo zacząłem wtedy szukać swojego własnego, oryginalnego stylu pisania. Thrillery ekologiczne zacząłem pisać głównie dlatego, że napisałem setki artykułów oraz wiele książek o polityce energetycznej i globalnym ociepleniu z rodzaju literatury faktu i miałem wrażenie, że nic nie idzie do przodu. Wtedy też zaczęło do mnie docierać, że niektóre wątki dotyczące globalnego ocieplenia i energii atomowej są tak dalekie od naszego codziennego życia, że ludziom może sprawia trudność wyobrażenie sobie, co mogłyby znaczyć. Zacząłem więc myśleć, że z tekstem literatury faktu nie docieram do ludzi w taki sposób, aby mogli go brać na poważnie i zaczęli zmieniać coś w swoim życiu. Pomyślałem, że może napisanie książki z gatunku literatury pięknej pomoże ludziom wyobrazić sobie, co te rzeczy, w rzeczywistości bardzo odległe od naszej codziennej rzeczywistości, tak naprawdę znaczą.

A: Jesteś w pewien sposób mistrzem swojej dziedziny, bo wiesz ogromnie dużo na temat kwestii związanych ze środowiskiem i ociepleniem klimatu i możesz nas tego nauczyć przez swoje książki…

RI: Tak, rzeczywiście, w moich książkach jest przesłanie. Niektórzy krytycy literaccy mówią, że jeśli Twoje książki niosą jakieś przesłanie to jest to kiepska literatura, a mi się wydaje, że to jest znacznie bardziej złożone. Kontynuuję tradycję pisania książek o bardzo silnej wizji i misji. Moim zdaniem pisarze zawsze piszą o czymś, co ich niepokoi i martwi, bo tak naprawdę jakaś rzecz jest warte opisania tylko i wyłącznie wtedy, kiedy piszesz o tym z ogromną pasją i naprawdę ci na tym zależy. Jeśli zajmujesz się sprawami środowiskowymi i martwią cię one, możesz o tym napisać. Jeśli wydaje ci się, że jest jakieś zagrożenie, musisz o tym powiedzieć. Rzecz jasna, jeśli zrobisz to źle, stanie się to nudne. Wyzwaniem jest więc to, żeby napisać książkę tak, aby powstał z niej dobry thriller i żeby wciąż zawierała przesłanie, które chcesz przekazać.

pilkku i szpieg RistoA: Jak wpadłeś na pomysł głównego bohatera książki, Lauriego? Czy inspirowałeś się w tym przypadku kimś konkretnym?

RI: Tematyką książki jest technologia atomowa oraz walka z terrorem, głównym bohaterem musiała być więc osoba, która ma coś wspólnego z wojną przeciwko terrorowi i zagrożeniem terroryzmem nuklearnym. Te zagrożenia w jakiś sposób koncentrują się na USA, tak więc musiała to być osoba powiązana również w jakiś sposób z Ameryką, ale chciałem również, żeby postać bohatera była powiązana z Finlandią, więc wymyśliłem kogoś, która oryginalnie mieszka w Finlandii, ale potem przeprowadza się do USA. Imię i nazwisko tej postaci, Lauri Nurmi, niesie za sobą wiadomość, którą odczytać mogą tylko Finowie, gdyż jest to mieszanka dwóch męskich ikon. Nazwisko bohatera – Nurmi - pochodzi bowiem od fińskiego długodystansowca, Paavo Nurmi, który zdobył 9 złotych i 3 srebrne medale na olimpiadach. Pierwsze imię – Lauri- powiązane jest z lekko psychopatycznym bohaterem drugiej wojny światowej, Lauri Törni. Törni był bardzo dziwną postacią – był on psychopatą który chciał walczyć na froncie i żyć w armii. Został zrekrutowany do armii amerykańskiej (gdzie znany był jako Larry Thorne, przyp.aut.) i walczył w Wietnamie. Amerykański pisarz thrillerów, Robin Moore, napisał książkę – „The Green Berets” – w której główny bohater, Sven Kornie, jest wzorowany właśnie na postaci Lauriego Törni. Tak właśnie wyglądały narodziny Lauriego Nurmi.

A: Jak długo zajęło Ci zbieranie materiałów na LIT-6?

RI: To dość podchwytliwe pytanie, bo działo się to w kilku różnych etapach. Dość dawno temu przeczytałem parę zadziwiających historii powiązanych z historią technologii atomowej. Pierwszy raz przeczytałem o nich przy okazji pewnego programu rządowego w Stanach, który istniał w latach 60. Program ten nawoływał do pokojowego wykorzystania bomb atomowych. Amerykanie myśleli wtedy na poważnie o przekształceniu zimnej pary w gaz naturalny przy pomocy bomb atomowych, planowali konstruować tunele i piwnice, w których znajdowałyby się takie reaktory – szalony pomysł, ale na początku lat 60. brali go na poważnie. Był też Atoms for Peace – program, w którym Amerykanie najpierw rozprowadzali do innych krajów materiały odpowiednie do zrobienia bomby, a potem, kiedy zaczęli sobie zdawać jak te materiały mogą być użyte i że może być to problem, zaczęli je z powrotem zabierać. Pomyślałem sobie, że to na tyle ważny i interesujący temat, że muszę spróbować coś o tym napisać. Zacząłem zbierać anegdoty z tym związane, ale w dalszym ciągu nie wiedziałem jaki kształt nadać mojej powieści. Udało mi się go odnaleźć, kiedy przeczytałem raport napisany przez trzech generałów amerykańskiego lotnictwa. Opisali w nim prawdopodobne konsekwencje ataków terrorystycznych w zależności od użytych materiałów radioaktywnych. Jeden scenariusz, który opisują autorzy, mówi o możliwości kradzieży przez jakieś ugrupowanie terrorystyczne dziesięciu kilogramów substancji radioaktywnej, która została właśnie usunięta z reaktora jądrowego. Następnie może być ona rozpylona za pomocą zwykłych materiałów wybuchowych na obszarze pomiędzy Nowym Jorkiem, Baltimore i Filadelfią, co spowodowałoby śmierć większości ludzi żyjących na tamtych terenach.
Kiedy przeczytałem ten raport nie mogłem uwierzyć, że chodzi o 10 kilogramów zużytego paliwa nuklearnego. Musiała to być pomyłka, gdyż elektrownie atomowe produkują przecież tony takich substancji. Okazało się jednak, że jest to prawda, gdyż paliwo po zużyciu staje się nawet miliard razy bardziej radioaktywne.
WywiadOczywiście naukowcy o tym doskonale wiedzą, jednak zwykli ludzie nie zdają sobie z tego sprawy, nawet ja pracując przez długi czas jako dziennikarz naukowy, byłem bardzo zaskoczony, dlatego sądzę, że jest to coś, o czym ludzie i przede wszystkim rządy powinny wiedzieć.
Istnieje pewien wątek historyczny związany z Polską, a dokładnie z Ireną Joliot-Curie, która była córką Marii Curie-Skłodowskiej, na temat sztucznej, indukowanej radioaktywności. Irena Joliot-Curie odkryła, że poza naturalną radioaktywnością istnieje indukowana radioaktywność. Jakakolwiek substancja bombardowana neutronami staje się wysoce radioaktywna. Dlatego paliwo nuklearne, które przebywa w reaktorze staje się tak wysoko radioaktywne.

A: Porozmawiajmy o Twoich książkach. Jakie są Twoje plany odnośnie kolejnej pozycji?

RI: Książka, którą piszę teraz jest troszkę inna od pozostałych, ociera się tylko o temat globalnego ocieplenia, jest o kryptozoologii. Zajmuje się przypadkami zwierząt, które mogły lub nie miały prawa istnieć w naszym świecie. Naukowcy zajmujący się tą dziedziną nauki rozmawiają z ludźmi mieszkającymi w różnych rejonach świata takich jak Wietnam czy Meksyk i proszą ich o opisanie zwierząt, które żyją w tych rejonach. Większość opisywanych zwierząt jest znane współczesnej nauce, jednak często istnieją zwierzęta, które są dla lokalnej ludności zwykłymi gatunkami, które są dla nauki zupełnie nieznane. Powstają wtedy pytania, czy opisywane zwierzęta są zupełną fikcją, czy rzeczywiście istniały i z jakiegoś powodu wymarły, czy po prostu nie zostały jeszcze odkryte. Flagowymi przykładami takich zwierząt są na przykład potwór z Loch Ness albo Yeti z Tybetu, ogólnie nazywane są kryptydami. Osobiście jestem przekonany, że te zwierzęta istnieją bądź istniały.
Przykładowo opowieści o potworach z jezior traktują przecież o miejscach, które mogły powstać na skutek podniesienia się okolicznych terenów po ostatniej epoce lodowcowej. Mógł to być jakiś gatunek wielkiej ryby, który został „uwięziony” w jeziorze po opadnięciu poziomu wód. Nie jest to żaden dinozaur, ale gatunek, który mógł wyewoluować z jakiegoś znanego nam gatunku.
Podobnie Yeti z Tybetu nie jest żadnym mierzącym 3 i pół metra potworem z legend. Może to być pewien, nieznany jeszcze nauce gatunek wielkiej małpy. Tubylcy mieszkający w górach opisują to zwierzę na tyle dokładnie i charakterystycznie, że najprawdopodobniej może to być odrębny i istniejący gatunek.
Kolejnym przykładem mógłby być tybetański niedźwiedź błękitny. Nigdy żaden naukowiec nie widział żywego przedstawiciela tego gatunku, jednakże znaleziono dwa skalpy oraz cztery futra tego zwierzęcia więc uznano, że musi ono istnieć.
Przejdźmy jednak do książki. Książka, którą piszę nazywa się „Con rit”. Con rit jest słowem pochodzącym z języka wietnamskiego i oznacza stonogę. W Wietnamie Con rit jest tajemniczym potworem morskim i sądzę, że może być autentyczną kryptydą. W czasach kiedy Wietnam był kolonią francuską, Francuzi, którzy tam wtedy mieszkali nazywali ją Tarrasque. Najwięcej opowieści pochodzi z terenów położonych nad zatoką Ha Long, o zwierzęciu, które mierzy około 10 do 15 metrów, długości, więc mniej więcej tyle, ile średni wieloryb, ale jest lżejsze i chudsze.
Co więcej, można zauważyć pewne podobieństwo do smoka pochodzącego z chińskich bądź azjatyckich legend, więc można przypuszczać, że chiński smok jest legendą, której początkiem jest Con Rit. Wiele opowieści jest naprawdę intrygujących, na przykład w trzynastym wieku, kiedy wielka flota Kublai Chana płynęła w kierunku Japonii, zauważyła właśnie zwierzę, które odpowiadało takiemu opisowi. Widziało je wtedy około 200 tysięcy ludzi, co brzmi dość przekonywująco. W każdym razie, niezależnie od tego czy Con Rit jest prawdziwy czy, wydało mi się, że może to być ciekawy materiał na napisanie książki.
Wywiad
A: Chcieliśmy się zapytać, co Cię popchnęło do tego, żeby zacząć pisać książki? Kiedy wpadłeś na ten pomysł?

RI: Jeszcze zanim nauczyłem się czytać i pisać (śmiech).


A: Czyli było to Twoim marzeniem z dzieciństwa?

RI: Tak, kiedy miałem cztery lata, wiedziałem już doskonale, że chcę być pisarzem…

A: Ale pierwszą powieść napisałeś w 1991 roku, co robiłeś wcześniej?

RI: Wcześniej napisałem kilka książek niefikcyjnych, pierwszą taką książkę napisałem w 84 lub w 85 roku. Na początku chciałem zostać dziennikarzem, zainteresowało mnie dziennikarstwo, więc wybrałem studia w tym kierunku, ale większość czasu w latach osiemdziesiątych zajęły mi badania nad alternatywnymi metodami pozyskiwania energii słonecznej.
Potem zacząłem pisać książki niefikcyjne jak i te z gatunku science-fiction, w latach dziewięćdziesiątych w mojej głowie powstawało wiele pomysłów, które przelewałem na papier, na ich miejsce pojawiały się kolejne, więc pisałem dalej co zaowocowało wydaniem zbioru krótkich opowiadań. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych pomyślałem, że powinienem połączyć te alternatywne formy powieści. Pierwsza powieść o globalnym ociepleniu mówiła o prawdopodobieństwie wzrostu efektu cieplarnianego na skutek emisji metanu i dwutlenku węgla z dna morza. Ale odniosła wg mnie tylko relatywny sukces w Finlandii, więc skoncentrowałem się na czymś innym.
Później jednak, w roku 2005, napisałem kolejną powieść. Odniosła znacznie większy sukces w Finlandii i wtedy zdecydowałem, ze to dobra droga. Od tamtego okresu spędzam więcej czasu na pisaniu niż na badaniach związanych z energią słoneczną, choć wciąż jestem zaangażowany w obie formy działalności.

A: Wcześniej wspomniałeś o Stanisławie Lemie. Czy masz jakąś ulubioną książkę napisaną przez Lema? Nasze kolejne pytanie dotyczy też Twoich ulubionych książek. Co lubisz czytać?

Wywiad w Czułym BarbarzyńcyRI: Moją ulubioną książką Lema, i chyba nie jest to żadną niespodzianką, jest „Solaris”. Ale powiedziałbym, że najbardziej lubię trzy z jego powieści: „Solaris”, „Powrót z gwiazd” oraz „Niezwyciężony”. I muszę powiedzieć, że właściwie te trzy książki należą do moich ulubionych książek science-fiction. Do moich ulubionych pisarzy należą też estończyk Jaan Kross oraz niemiec Hermann Hesse. Oczywiście czytam wiele różnych innych książek. Ale ostatnio, niestety, czytam więcej pozycji naukowych niż fikcji,ponieważ jestem wciąż zaangażowany w projekt dotyczący globalnego ocieplenia.

A: Co lubisz robić, gdy nie piszesz książek i nie zajmujesz się problematyką globalnego ocieplenia lub energii atomowej?

RI: To co cieszy mnie najbadziej to przebywanie na łonie natury. Spacery, spływy kajakowe, pływanie łodzią, jazda na rowerze. Chyba najbardziej lubię spacery po lesie. Lubię też obserwować zwierzęta, głownie ptaki. Właściwie to mieszkam w środku lasu.

A: Ponieważ nasza strona jest na temat Finlandii, więc chcieliśmy Cie zapytać jakie miejsca w Finlandii poleciłbyś naszym czytelnikom?

RI: Najbardziej interesującą częścia Finlandii jest archipelag, który zaczyna się od Helsinek i ciągnie aż do Sztokholmu. Po fińskiej stronie jest około 200 tysięcy małych wysp, zaś po szwedzkiej stronie jest ich więcej. Jeśli policzyć wszystkie te małe wysepki, to jest to największy archipelag na świecie. Oczywiście by zobaczyć archipelag potrzebna jest łódź. Jeśli ktoś zdecyduje się płynąć samodzielnie łodzią, musi być bardzo ostrożny, ponieważ morze tam jest płytkie i sporo skał znajduje się tuż pod powierzchnią wody. Między niektórymi wyspami kursują małe promy, z których można skorzystać. Na większości wysp nie ma żadnych domków, w których możnaby się przespać, ale na szczęście w Finlandii obowiązuje "Prawo Każdego Człowieka", które umożliwia korzystanie z wysp i nocowanie na nich bez pytania o pozwolenie. Ważne jest, by pamiętać, że nie można rozniecać ognia. Oczywiście drugim miejscem wartym odwiedzenia jest Laponia, szczególnie część północna, ponieważ jest niezwykle pusta.

RistoA: Kolejne pytanie związane jest nazwą naszej strony: Aurinko (czyli słońce). Czy, Twoim zdaniem, przyszłość energii leży w panelach słonecznych?

RI: Tak, to zdecydowanie przyszłość energii. Nawet nie przyszłość, to prawie teraźniejszość energii. Już teraz istnieje technologia, która pozwala na produkowanie energii słonecznej praktycznie w każdym zakątku świata. Można mówić o dwóch podstawowych przełomach w tej technologii. Pierwszy dotyczy przenośnych paneli słonecznych. Istnieje przynajmniej jedna firma w Stanach Zjednoczonych, która jest w stanie produkować takie panele, które są znacznie cieńsze od tych, produkowanych dotychczas. Produkcja przypomina nieco drukowanie papieru. Najważniejsze, że możemy się spodziewać spadku ceny produkcji energii słonecznej przy użyciu tych paneli. Dlatego uważam, że obecnie nie należy inwestować więcej w energię jądrową, tylko należy czekać na rozwój technologii energii słonecznej, ponieważ to się zmienia bardzo szybko. Drugi przełom dotyczy najtańszego sposobu uzyskiwania energii słonecznej i nazywa się CPV. Polega to na koncentracji dużej ilości energii słonecznej przez lustra lub specjalne soczewki. Panele mogą wtedy produkować znacznie więcej energii, ale problem polega na ich chłodzeniu. Metoda ta pozwala na wyprodukowanie 700 kilowatów energii na metr kwadratowy panelu. Jednak tego typu lustra czy soczewki mogą ogniskować jedynie bezpośrednie światło słoneczne. Chmury lub duża wilgotność powietrza powodują rozproszenie promieni słonecznych. Niestety ta technologia nie nadaje się do stosowania np. w centralnej i północnej Europie. Finlandia ma bardzo trudny klimat, przez pół roku jest tam ciemno. Ale i tak uważam, że wraz ze spadkiem ceny produkcji energii słonecznej, nawet w Finlandii będzie to opłacalne. Szczególnie, że strategia firm produkujących panele słoneczne będzie taka, by stosowanie ich było jak najtańsze, porównywalne do kosztów energii uzyskiwanej np. ze spalania węgla. W Finlandii popularna i stosowana jest produkcja energii ze spalania odpadów organicznych (biomasy).


A: Dziękujemy za możliwość spotkania i interesujący wywiad.

 

Dziękujęmy Bożenie Kojro za możlwość przeprowadzenia wywiadu z autorem.

 

z pisarzem rozmawiali: sirkka, pilkku, szpieg

zdjęcia: sirkka

przygotowanie wywiadu: sirkka, pilkku, Anka, szpieg

 

Zmieniony: Wtorek, 17 Luty 2009 22:25
 

Forum Forum
linki fińskie Linki
Pogoda w Finlandii Pogoda w Finlandii
Typowanie fińskich skoków Typowanie skoków
Słownik polsko-fiński Słownik polsko-fiński

O Aurinko O nas
Kontakt Kontakt

 

Copyright © 2012 Aurinko - Finlandia i język fiński
aurinko.net.pl | Kontakt | Forum | Mapa witryny