|
No tak, zawsze twierdziłam, że nie ma to jak odpowiednio się ustawić, tyle mogę powiedzieć...dzięki temu, że pilkku pojechała do Vaasy roboten machen i przy okazji jakiś tam doktorat robić, dwie osóbki na tym w lutym skorzystały i się do Finlandii wybrały...no, oczywiście również po to, żeby czcigodną w/w kropkę vel przecinek odwiedzić;) Tak więc poniżej znajdziecie opis tego, co w Vaasie, Seinäjoki tudzież w Helsinkach zobaczyliśmy, choć generalnie warto by było ten reportaż nazwać raczej: czego nie zobaczyliśmy, ale o tym później ;)
Jeszcze gwoli wyjaśnienia: ponieważ ta relacja pisana jest przeze mnie, znajdzie się tu głównie opis wszystkich barów, klubów i barów w których dane nam było gościć ;)
|
Zacznijmy chronologicznie od miasta o nazwie Seinäjoki, czyli:
Maraton po fińskich klubach
Znaleźliśmy się tam przez tzw. przypadek, jako że w grudniu do Wawy przyjechała grupa fińskich studentów, z którą się „zaprzyjaźniliśmy” ;) A ponieważ Seinäjoki (tam mieszkają i studiują) leży o rzut beretem od Vaasy, tak więc silną grupą trzech osób: pilkku, sirkka i tst (sirkka pozdrawia Beatę i jej wild life :P) stawiliśmy się tam dnia 30.01.
|
Finowie zachowali się niezwykle gościnnie zapewniając nam spotkanie z fińskim jadłem, piciem i sauną w ichniejszej Polibudzie, tak więc zabawa była przednia. Po godzinie 24tej szkołę należało opuścić, i wszyscy udaliśmy się do Minibaari (Torikatu 9) – mały, przyjemny pub, piwo po 4€, siideri niestety nie kojarzę, bo nie piłam.
Nie ma się co o tym barze rozpisywać, bo nie był jakiś super szczególny, więc przejdę do następnego: po Minibaari przenieśliśmy się na chwilę do klubu „Pub 6-0” (Kalevankatu 2) – wstęp gratisowy, szatnia też, z tego co pamiętam klub mieści się w jakichś podziemiach, w każdym razie schodziło się w dół po dość długich schodach. Tam też po raz pierwszy mieliśmy przyjemność skosztować Salmiakki Kossu ;) Muzyka –najprawdopodobniej przekrój hitowy, lata 80-90, ale mogę się odrobinę mylić (sprawdźcie, co napisał tst, on Kossu nie pił ;) Tam też mieliśmy okazję ujrzeć, jak to fińska młodzież się bawi: pełno potłuczonego szkła dosłownie wszędzie ;)
|
Ale i tak było sympatycznie (pozdrawiam Kossu ;) A na samym końcu resztkami sił doczołgaliśmy się jeszcze do klubu o nazwie Duuni (Kauppakatu 12) – tu już za wstęp trzeba było płacić (5€) i szatnia płatna również (1€,'), klub dwupoziomowy – na pierwszym można było sobie spokojnie usiąść, wypić i pogadać, na poziomie niższym fińska młodzież podrygiwała w rytm przeważnie fińskich hitów, ale bez problemu można było znaleźć miejsca, gdzie uraczyć się można było napojami bez- i alkoholowymi.
Po istnym maratonie ok. godziny 3 rano porozchodziliśmy się do naszych gospodarzy – nie wiem, jak to u tst wyglądało, ale nas Anna uraczyła jeszcze przed snem polskim Krupnikiem i fińską Tervą (fuj!) i gdzieś koło godziny 4 poszłyśmy z pilkku spać. Jak też można było się domyślić wszyscy powstawali około godziny 12 z hakiem, po krótkim śniadanku pozwiedzaliśmy jeszcze trochę Seinäjoki (polecam b.fajną kawiarnię Palaveri -przytulne miejsce, można się tu napić gorącej czekolady tudzież kawki i obejrzeć fotki fińskich prezydentów :)). No i tak oto pod wieczór zakończył się nasz pobyt w Seinäjoki... buu...
Ale długo się nie smuciliśmy, bo wkrótce nadeszła pora na
Podbój Vaasy
|
|
Generalnie co do samej Vaasy to nie mogę zbyt dużo powiedzieć, pomimo tego, że byliśmy tam przez tydzień;) Miasto fajne, zbudowane podobnie do np. Tampere – główna ulica jest rozdzielona pasem drzew. Blisko do morza, które wyglądało fantastycznie (zamarznięte :D)
Kilka marketów (K-market, Mini-mani itp.,'), centrum handlowe, oczywiście rynek z pomnikiem na środku...itp, itd.
NATOMIAST to, co widzieliśmy, to kilka klubów w Vaasie, o których poniżej :)
|
|
|
|
|
We wtorek pilkku zabrała nas do klubu Oliver’s Inn - (Kauppapuistikko 8) Odbywała się tam impreza, w której przeważającą ilość stanowili szwedzko-języczni mieszkańcy miasta („nooo, we don’t speak Russian, goddamit!!!! ;)))) Klub sympatyczny, klimatowy, z dość małym parkietem jak na ilość osób przebywającą w środku, ale za to z koszmarnymi kolejkami przed wejściem... ale, jakby nie wyszło, z klubu wyszliśmy z nowymi znajomościami, a dokładnie jedną nową znajomością w postaci Erika: Fina-muzyka, który kojarzył nam się z Ville Valo... ale o tym za chwilę;)
|
Nos księdza i Ville Valo
Środa była dniem Papin Nenä (Hietasaarenkatu 14) – ale zanim się tu dostaliśmy gościliśmy jeszcze przez czas jakiś u wyżej wspomnianego Erika alias Ville Valo: urządził małe party w swoim asunto, zaprezentował nam kilka swoich projektów (patrzcie: video)
i powalił co po niektórych swoim make-up’em ;)... ale ale, wracając do Papin Nenä: tu również mi się podobało, styl a’la gotycki i również fajny klimacik, ale tylko w pierwszej części klubu. Na ścianach królowały malowidła (niekoniecznie) typu kościelnego, niektóre mniej, niektóre bardziej grzeczne ;) Natomiast najfajniejsze w całym klubie były okna – super wielkie witraże :D A pan DJ miał swoją DJ’kę ulokowaną w czymś w rodzaju ambony :D Parkiet niezbyt duży, ale wystarczający, odgrodzony barierką, bar dobrze zaopatrzony. Do Papin Nenä mam ogólnie rzecz biorąc sentyment wielki, jako że tam po raz pierwszy spróbowałam „White Russian”–„Valkovenäläinen”, i „Ville Vallaton”, co w dowolnym tłumaczeniu oznacza „Dennisa Rozrabiakę”, a także dowiedziałam się, że sesję mam do przodu ;)
|
|
|
|
Druga część Papin Nenä była już o wiele mniej reprezentatywna, wyglądało to raczej jak jakaś suterena...kilka foteli i stołów, tradycyjnie jakieś automaty do gry...niee, pierwsza zdecydowanie lepsiejsza...Ale ogólnie całość na plus, choć za wstęp i szatnię trzeba było płacić (wstęp 2,5€, szatnia bodajże 1-1,5€)....
Irlandzka Zagłada
|
Czwartek to już dzień odrobinę spokojniejszy, jako że nie byliśmy w żadnym klubie – tym razem „zaliczyliśmy” bar DOM. Ale zanim do DOMu w trójkę (a właściwie w piątkę) dotarliśmy, udało mi się skosztować niezwykle smacznego piwa w jednym z irlandzkich pubów - O’Malley’s (Hovioikeudenpuistikko 18)...tzn. piwo było w sumie normalne, ale za cenę 6€!!!!!!! muszę powiedzieć, że było wręcz genialne, niespotykane i w ogóle ;))) Tym bardziej, że kupowałam je 4 razy....khem...;) Nawet nie będę przeliczać na złotówki ;)) Generalnie kolejny pub urządzony z gustem, dość spory, i jak na irlandzki przystało w wystroju przeważało drewno i kolor zielony;) Ale pobyt w pubie miło wspominam, nie wiem tylko dlaczego na drzwiach do damskiej toalety zamiast kółeczka tudzież kobitki jest głowa owcy...hmmm...
|
|
|
|
Potem nadszedł czas na DOM – bar z zewnątrz a także zaraz po wejściu sprawia wrażenie całkiem fajnego – następny klimatowy pub, mieszczący się w podziemiach, świeczki, malowidła na ścianach (DOM jest tuż obok Papin Nenä) i tak jak w przypadku PN druga sala wyglądała już o wiele gorzej, rzec by można nawet było: obskurnie...jakby z rur polała się po ścianach rdza... no niestety, bardzo lubię ciekawy design w klubach, ale tego akurat nie zrozumiałam ;)) Ale na szczęście w tej drugiej salce posiedzieliśmy dość krótko, bo w naszym gronie (nasza trójka + 2 Finów: Erik i Tapsa) było 4 palaczy, więc nastąpiła szybka ewakuacja do sali pierwszej... DOM wspominam również niezwykle miło, najbardziej z powodu tego, że w pewnym momencie poleciały dwie płyty Type O Negative ;)) Jeśli chodzi o cennik: wstęp bezpłatny, szatni nie ma, natomiast cider kosztował 2,5€ a piwo albo 2,5€ albo 3€. Innych napojów nie pamiętam, przyznaję się bez picia... tfu, bicia ;))
|
|
Spokojna Końcówka
Piątek był dość dziwny, jako że cały dzień upłynął nam na lenistwie, odsypianiu poprzednich imprez (w końcu) a także na pakowaniu się (wyjazd z Vaasy do Helsinek – 9 rano (mój boshe!). Ale kolega Erik okazał się mieć duży wpływ na kobiety i wyciągnął nas pod wieczór w dwa miejsca (tst już padł system i nie chciał z nami nigdzie chodzić) – pierwszym z nim był „Club 25” (Raastuvankatu 25) w którym to odbywał się koncert fińskich zespołów rockowych, takie granie do kotleta prawdopodobnie, bo niestety do środka w rezultacie nie weszliśmy z powodu nieporozumienia co do ceny biletu (choć jak zobaczyłam gościa obsługującego szatnię... byłam gotowa wejść za każdą cenę ;)) Tak więc z klubu Erik poprowadził nas do baru o nazwie „El Gringo” (Hovioikeudenpuistikko 15) – jedna salka, ale sprytnie rozdzielona słupem, śmieszny sposób rozmieszczenia siedzeń pod ścianami-równolegle do nich; bar raczej do posiedzenia i pogadania. Szatnia płatna bodajże 1 lub 1,5€. I to tyle, nie posiedziałyśmy tam długo, bośmy już zmęczone były.
Loose, Praha i Tavastia:)
No i nadeszła sobota –co prawda odlot do Wwy mieliśmy w niedzielę, ale ponieważ w naszym gronie był maniak szwedzkiej Katatonii (JA!!! JA!!! ;) a zespół ten akuratnie w sobotę miał koncert w Helsinkach (och ach :)))) więc stwierdziliśmy, że jedziemy tam wcześniej, pozwiedzamy miasto i na koniec jeszcze poimprezujemy. Do Helsinek dotarliśmy około godziny 16tej, zimno było okrutnie, gorzej niż w Vaasie...coś tam połaziliśmy po mieście (biedny tst, jego pobyt w Hlkach był żałośnie krótki ;) –pomimo faktu, że było chłodnawo, polecam zwiedzanie miasta w zimowy wieczór...bajka!!! Malowniczo wyglądało super granatowe niebo i biały śnieg, a już szczególnie cudnie zamarznięte morze!!!
Ale jak już mówiłam: długo nie łaziliśmy i wkrótce uderzyliśmy do pierwszego baru, coby się ogrzać i moją koleżankę, Heidi, spotkać. Barem tym okazał się być “Praha”, zaraz obok słynnego “Zetora” i “Vanhy”...w barze “Praha” poczuliśmy się dość swoisko, bo wystrój wnętrza obfitował w wiele tabliczek z różnymi czeskimi napisami...w końcu jakiś cywizilowany język ;) Natomiast jak przystało na czeski bar, piliśmy w nim fińskie piwo, bo ceny czeskiego przyprawiły nas o zawrót głowy (nie to, że fińskie było jakoś szalenie tanie...po prostu już się do tamtejszych cen przyzwyczailiśmy...buuu, piwo w O’Malley’s za 6 euro!!!!)
|
Potem nastąpiła ewakuacja do baru “Loose” przy Fredrikinkatu 34- właściciele lokalu znają kilka lokalnych zespołów, m.in. HIM i the Rasmus, co też można było zauważyć oglądając foty na ścianach. Bar był ogólnie w porządku, duży wybór ciderów (choć truskawkowy tam nie był zbyt smaczny :( , ale miał jedną wadę: jedna toaleta damska i jedna męska...w pewnych momentach tworzyły się ciekawe kolejki, ale w sumie można było sobie ciut pogadać, niekoniecznie po angielskiemu ;)
|
|
|
W Loose posiedzieliśmy dłuższą chwilkę aby po godzinie 20tej przenieść się w miejsce docelowe – klub Tavastia (Urho Kekkosenkatu 4-6) – występowały tam trzy zespoły: Before the Dawn, drugi ;) i Katatonia oczywiście :)))) Nie wiem jak pilkku i tst, ale ja byłam bardzo kontenta i w ogóle wniebowzięta i w ogóle ;))) A na koniec jeszcze fota gitar zespołu... och ach ;))) Dali czadu chłopcy, a i publiczność dopisała... i jak zwykle po imprezie mnóstwo potłuczonego szkła na parkiecie ;))
No i cóż...po koncercie, ok. godziny 2 z hakiem, należało się ewakuować...dla zainteresowanych dodam, że dworzec kolejowy jest czynny od godziny 5 rano, tak więc noc można spokojnie przesiedzieć w pobliskim McDonaldzie... to, co się tam działo, przechodzi ludzkie pojęcie, ale o tym może innym razem...
|
Eh, no i tak wyglądał nasz pobyt...Wbrew pozorom nie łaziliśmy tylko po barach, pubach i klubach, również jak przystało na studjentów byliśmy w dwóch (!) bibliotekach i podziwialiśmy architekturę;))) Ale myślę, że na bardziej szczegółową relację co do tej części wyjazdu musicie poczekać jeszcze chwilę, aż tst się zmobilizuje i zachwyci was relacją ze swojego punktu widzenia ;)) Także, cóż mogę powiedzieć: BOSKO BYŁO, ni mniej, ni więcej...choć proszę o więcej :P
|
sirkka
Podziękowania większe i największe:
- Dla PILKKU naszej drogiej, za to, że mogliśmy do niej przyjechać, że nas ugościła i wysłuchiwała przez ponad tydzień naszych jęków ;)
- Dla ekipy fińskiej w składzie: Tapsa (główny organizator,'), Anna, Kirsi, Patse, Jussi, Kari, Sanna, Taija, Antti i Pekka i ponownie dla Tapsy i Anny za noclegi :)
- Dla pilkku
- Dla Erika ;)
- Dla Vanessy i Emily (współlokatorki pilkku,'), że nas dzielnie zniosły
- Dla pilkku
- Dla Finnairu, że poskąpił w żarciu, ale za to miał full Coca-coli i Lakki ;)
- No i nie zapomnijmy o pilkku!!! ;)))
- Dla Anny, za Salmiakki Koskenkorvę ;)
- A także o pilkku (już wspominałam?!)
- Ponadto sirkka dziękuje pilkku i tst za to, że z nią wytrzymali (życie to masakra ;)
- I sirkka dziękuje też Nordei, że nie skasowali jej konta po pobycie w Finlandii (deebet ;)
- No i jeszcze podziękowania dla Beaty za „ciekawą” w przeżycia podróż do Finlandii ;P (just kidding ;)) Love Ya, bejb!!! ;)
- I na koniec DLA PILKKU!!!!!!! Rakastamy Cię w ogóle i w szczególe :)))
Bosh...aż mi się łezka w oku zakręciła na myśl tych wspomnień...bu...
Zdjęcia: archiwum własne + archiwum wypasionej cyfrówki tst :)
Copyright itd
|


|
komentarz od pilkku:
1. pilkku dziekuje za odwiedziny i liczy na nastepne (btw - wczoraj ogladalam mieszkanie do wynajecia, z wielkim living-roomem, kurcze, od razu pomyslalam, ze mielibyscie gdzie spac:)))
2. jestem pod wrazeniem szczegolow jakie sirkka zapamietala z wszystkich knajp! Az w ostatni weekend polazlam do Papin Nena i faktycznie jest tak, jak opisala.. Bravo Sirkka, czyzbys nie pila w Finlandii???
3. Wakacje, wakacje i czas na letnie festiwale (w Vaasa bedzie Europe i 69Eyes:)))
4. co do Twoich jekow cosmy je przetrwali, to tylko dlatego, zes ich nie produkowala:P
5. No i wiadomosc roku - Piekny vel Erik zyje:))
Wasza pilkku:)
|