No i stało się... jedziemy do Finlandii... decyzję podjęliśmy w ciągu kilku godzin, a właściwie po mailu Karoliny - "Przyjeżdżajcie! Macie gdzie spać!". Termin wyjazdu został zsynchronizowany z koncertami Apocalpticy i Type O Negative... jednak fińska rzeczywistość zmieniła nasze pierwotne plany koncertowe, ale o tym później.
Wszystko zaczęło się od... kupna biletów na autokar Warszawa - Tallin - Warszawa. Szczegóły na wikel.prv.pl. Do Finlandii wybierało się 3/4 Aurinkotiimi czyli pilkku, hiirinen, szpieg oraz Ania - pikku myy, która jechała na kurs fińskiego w Jyväskylä.
DZIEŃ PIERWSZY - 4.07
W Warszawie upał i korki, w których utknęliśmy przed dworcem Zachodnim, nerwowe oczekiwanie na autokar, który przyjechał w ostatnim momencie, megakolejka do wejścia, a co sprytniejsi pozajmowali sobie miejsca... Nam przypadło miejsce obok niezwykłej rodzinki z małym dzieckiem, które szczęśliwie przespało większość trasy. Pojawiły się pierwsze akcenty fińskie w postaci trzech trzeźwych inaczej Finów, którzy wtoczyli się na ostatnie miejsca w autokarze. Finów należy zapamiętać, gdyż pojawią się jeszcze w naszym opowiadaniu przynajmniej dwa razy. W stanie niezmienionym;)
Autokar powoli sunął po trasie, obie Marty spały, a szpieg z Anką przeprowadzili gruntowny przegląd komórek, oryginalnych SMSów, map i przewodników po Finlandii. Z przerażeniem odkryli, że Lost & Found to knajpa dla gejów :O
Panowie kierowcy posiadają chyba kartę stałego klienta w najgorszej wypożyczalni kaset video. Filmy, które, ze względu na wielkość telewizora, mogły oglądać tylko dwa pierwsze rzędy (biedacy...,'), pochodziły z półek 'Tania Sensacja' albo 'Beznadziejnie Głupia Komedia'. (pilkku - dobrze, że spałam:)
DZIEŃ DRUGI - 5.07
Kolejne granice, kolejne pieczątki, kolejne parkingi i toalety. Z dwugodzinnym opóźnieniem (brawa dla panów kierowców mechaników) dotarliśmy do Tallina. Przywitał nas koszmarny upał.
Na miejscu zakupiliśmy bilety w obie strony na wodolot Tallink (w cenie ok. 40 euro, jednak trzeba tam płacić w EEK - estońskie korony, które oczywiście można wymienić na miejscu). Są też tańsze połączenia, ale w drodze powrotnej było to jedyne pasujące nam połączenie. Opłaca się kupić od razu bilet powrotny, bo wychodzi taniej. Co więcej, Tallink honoruje kartę Euro26 (10% zniżki).
Wodolot płynął zaledwie 1,5 godziny po płaskim, jak tafla lustra, morzu, słoneczko świeciło, a Helsinki coraz bliżej!! Serce nam zabiło mocniej, kiedy to na horyzoncie pojawił się fiński brzeg. Wypatrywaliśmy białego kościoła.
|
|
|
Po otrzymaniu pieczątki z napisem Helsinki, stanęliśmy wreszcie po raz pierwszy na fińskiej ziemi. Tam czekała na nas Karolina. Los i zbyt późna godzina sprawiły, że Ania została z nami zamiast od razu jechać do Jyväskylä. Za 3 euro od sztuki dotarliśmy do Leppävaara. Jeżeli ktoś oglądał film '28 dni później' i widział opustoszały Londyn - tak właśnie wyglądały okolice akademika. Cisza, ani żywej duszy na ulicy. Siedząc na balkonie, sprawdzając czy nasze Nokie (Made in China;) dobrze działają na ojczystej ziemi, z zaskoczeniem odkryliśmy, że tu słońce zachodzi wyjątkowo powoli. Pierwsze niefortunne spotkanie z sąsiadami via balkon i grzecznie poszliśmy spać.
|
|
DZIEŃ TRZECI - 6.07
|
To miał być dzień Apocalypticy. Ale nie był:( Ale od początku:
Rano pojechaliśmy pięknym, czystym, podmiejskim pociągiem do Helsinek. Za kolejne 3 euro. Dotarliśmy do dworca kolejowego, zakupiliśmy bilety na InterCity do Turku i spowrotem (kolejne 40 euro w plecy) i spotkaliśmy... fińskich kolegów z autokaru. Mimo swojego stanu poznali nas:)
Okazało się, że również jadą do Turku na Ruisrock Festival. Życzyliśmy sobie nawzajem miłego dnia i pożegnaliśmy się. Ponieważ pociąg odjeżdżał dopiero za dwie godziny, postanowiliśmy zobaczyć choć skrawek Helsinek. Spacerkiem doszliśmy na Senatintori, nad którym góruje Tuomiokirkko. Na głowie Cara Aleksandra II siedziała mewa, a pod pomnikiem na dudach grał Szkot w kilcie.
|
|
|
Z placu pobiegliśmy szybko na Kauppatori i wróciliśmy na dworzec. W całych Helsinkach najgłośniejsi byliśmy my, zagłuszając nawet z rzadka przejeżdżające tramwaje:)
Wsiedliśmy do pociągu i tu również zachwycaliśmy się ciszą i czystością. A na stacji w Turku czekała na nas kolejna niespodzianka. A właściwie dwie... O nie, znowu oni!! - wykrzyknął jeden z wiadomo których Finów.
|

Do spotkania z Maxem zostało jeszcze kilka godzin, więc snuliśmy się leniwie po ulicach Turku, aż dotarliśmy do portu. Stamtąd było już blisko na Ruisrock Festival, ale dzielił nas od niego brak biletów. W ciszy przeżywaliśmy ceny biletów kolejowych. Humor poprawił nam siedzący na masce samochodu zupełnie nagi Fin z piwem w ręku. A jeszcze śmieszniej było, jak go złapała policja.
|
|
DZIEŃ CZWARTY - 7.07 - wycieczka z Päivi i Maxem
Max zaprowadził nas na plac zabaw, gdzie wyszaleliśmy się jak dzieci...
|
|

Kolejnym etapem wędrówki była katedra w Turku pod wezwaniem Maryi Dziewicy. Zbudowana została na "Owczym Kopcu" przedchrześcijańskim miejscu kultu, przez Szwedów w XIII w. Katedra razem ze swoim muzeum przenosi odwiedzającego w czasie do XIV wieku. Eksponaty tam zgromadzone ukazują bogatą historię tego narodowego miejsca kultu, w którym chowani byli biskupi oraz władcy.
|
|
Ponieważ było bardzo gorąco, postanowiliśmy napić się zimnego piwa w jednej ze wspaniale urządzonych knajp - Vanha Koulu, czyli stara szkoła. Na miejscu starego gimnazjum powstała bardzo klimatyczna knajpa z własnym browarem. Barman serwuje trzy rodzaje piwa: Ope (nauczyciel,'), Lehtori (wykładowca) oraz Maisteri (magister,'), które wg nas było najlepsze.
|
|
|
|
|
W najlepsze zajadaliśmy się zielonym groszkiem i małymi rybkami, popijaliśmy piwkiem, a przy stoliku obok imprezowała grupa młodych Finów. Jeden z nich wydał się szpiegowi szczególnie podobny do Johnny'ego Deppa, jednak pilkku bezbłędnie zidentyfikowała go jako Bartona - klawiszowca zespołu HIM.
|
Po krótkim odpoczynku w Vanha Koulu ruszyliśmy na podbój Turunlinna - czyli zamku w Turku (BTW - a jak będzie - Turuńskiego Zamku???;). Już z portu można dostrzec jego sylwetkę, górującą nad miastem. Zbudowany z szarej cegły, prosty i posępny średniowieczny zamek zauroczył nas. Ochoczo wbiegliśmy do środka na wewnętrzny dziedziniec i tu czekała nas niezbyt miła niespodzianka. Niestety okazało się, że jest zbyt późno bysmy mogli zwiedzić zamek, pozostało nam więc obejrzeć wewnętrzne dziedzińce i czekać na Maxa. Zamek robi naprawdę niesamowite wrażenie, a dla osób zafascynowanych średniowieczem, jak szpieg, jest prawie rajem na ziemi. Żałowaliśmy, że nie możemy bliżej poznać historii zamku, szczególnie, że są w niej również polskie akcenty - mieszkała w nim Katarzyna Jagiellonka.
Wraz z zamkiem pożegnaliśmy Päivi i Maxa oraz całe Turku. Będąc pod wrażeniem gościny Päivi i Maxa (wielkie dzięki za wszystko,'), przyrzekliśmy sobie, że wrócimy do Turku. Nawet po to, by zwiedzić raz jeszcze zamek i napić sie piwa w Vanha Kolulu. Kto wie kogo tam jeszcze spotkamy???
|
|
Droga do Helsinek przebiegła właściwie bez żadnych większych wrażeń. No może jedynie bardzo pozytywne wrażenie zrobił na nas konduktor zapytany o to jak najlepiej dotrzeć do Leppävaara, praktycznie bezbłędną angielszczyzną wytłumaczył nam zawiłości fińskiego systemu kolejowego;)
Dodam jeszcze, że bilety w pociągach podmiejskich można kupić bezpośrednio u konduktora (bez żadnych dopłat,'), ale tylko w specjalnie oznaczonych przedziałach;)
DZIEŃ PIĄTY - 8.07
|
Korzystając z pieknej pogody zaplanowaliśmy wypad na Suomenlinna. Pierwszym etapem naszej wycieczki było zakupienie 5-dniowego biletu turystycznego (całe 24 euro,'), który obowiązywał na całe Helsinki, Espoo, Vantaa i Kauniainen (ach, jakie plany podróży mieliśmy - np. Jezioro Bodom zobaczyć, ale co z tego wyszło - o tym później). Na szczęście Finowie to mądry naród i na naszej stacji (tak jak zapewne na wielu innych) zainstalowano automaty, gdzie w języku zrozumiałym, czyli angielskim, można owe bilety zakupić. Taki bilet turystyczny ma jeszcze jedną zaletę - obowiązuje na miejskich promach kursujących właśnie na Suomenlinna.
Dotarliśmy do centrum, postanowiliśmy jeszcze sprawdzić gdzie możemy zakupić bilety na zbliżający sie Tuska Festival. Po tym jak nie poszliśmy w Turku na Apocalypticę, nabraliśmy szczerego przekonania, że Tuska zdobyta będzie. I tu nastąpiło maksymalne rozczarowanie - biletów na pierwszy dzień festiwalu, czyli na Type o Negative, już nie było. Ogarnął nas przeraźliwy smutek:(
(szpieg - ee tam, Type o Negative, ale przede wszystkim Amorphis, Stratovarius, Moonsorrow i Opeth ;)
|
|
Podróż promem na Suomenlinna trwała ok. 10 min. Oddalające sie z każdą minutą Helsinki robiły niesamowite wrażenie - port, a na nim górujący Tuomiokirkko. Naszą wycieczkę na Suomenlinna rozpoczęliśmy od szczegółowego przestudiowania wszystkich dostępnych na miejscu przewodników, mapek i ulotek. W końcu zdecydowaliśmy się na samodzielne poznawanie fortyfikacji, choć ulotki kusiły różnymi wycieczkami. Grube mury fortyfikacji zachęcały do samodzielnego eksplorowania, było tam mnóstwo wejść, korytarzy, po których chętnie łaziliśmy.
|
|
Suomennlinna to magiczne miejsce ze swoją 250 - letnią historią, a odwiedziny tego miejsca zapewniają niezapomniane wrażenia. Budowa fortyfikacji rozpoczęła się w 1748 roku, gdy Finlandia była wciąż pod panowaniem Szwecji. Wyspa została przekształcona w miasto, wtedy żyło na niej więcej mieszkańców niż w samych Helsinkach. Szwedzka nazwa to Sveaborg. Po 1808 roku, gdy Finlandia była pod panowaniem Rosji, kontynuowano budowę fortyfikacji przez następne 100 lat.
Dziś Suomenlinna stanowi historyczną część miasta, a żyje na niej ok. 900 mieszkańców. Jest wpisana na listę UNESCO, na której znajdują się najbardziej niezwykłe budowle, skarby kultury oraz miejsca na świecie.
Suomenlinna to również doskonałe miejsce na krótki odpoczynek od zgiełku (jakiego zgiełku??:) Helsinek, cudowne na piknik. Otoczona morzem, z przepięknym widokiem na panoramę Helsinek jest rzeczywiście miejscem, na które chce się wrócić.
|
Drogę powrotną na dworzec przeszliśmy przez Esplanadi, a potem Mannerheimintie, mijając Stockmanna. Helsiński dworzec kolejowy, nie tylko przez porównianie z warszawskim Dworcem Centralnym, wygląda naprawde okazale i pięknie. Jest to dzieło fińskiego architekta Eliela Saarinena. Niedaleko dworca stoi budynek Teatru Narodowego, szkoda tylko, że przed nim rozpościera się zajezdnia autobusowa, psując nieco wrażenie.
To nie koniec wrażeń z dnia piątego. Po tak męczącej wędrówce należał nam się relaks w jednym z pubów w Helsinkach - Ale Pub. Wlaściwie to nie byłoby w tym pubie niczego specjalnego, poza faktem, że jest to cotygodniowe miejsce spotkań studentów przebywających na wymianach z CIMO i Nokia. I można tam spotkać naprawdę fajnych ludzi z różnych części świata. Dodatkowo pub, a może raczej cider i całkiem niezła atmosfera, zachęciła nas do pomysłu rozkręcenia w najbliższy czwartek imprezki, co spotkało się z entuzjastycznym przyjęciem naszych nowych znajomych.
To był naprawdę dłuugi dzionek;) A noc jasna ;)
|
DZIEŃ SZÓSTY - 9.07
Pełni energii ruszyliśmy rano na kolejny podbój Helsinek. Tym razem zaplanowaliśmy wizytę w Temppeliaukio Kirkko. Po drodze mineliśmy Kiasmę, muzeum sztuki współczesnej. Obiecaliśmy sobie, że jeszcze tu wrócimy! W drodze do kościoła widzielismy fiński Parlament, potężny budynek, zdecydowanie swoim stylem i kolorem odcinający się od reszty zabudowań, ale mimo tego jakoś do nich pasujący, Muzeum Narodowe i Akademię Sibeliusa (nieco rozczarowało nas to miejsce, sądziliśmy, że Akademia, z której wychodzą takie talety powinna wyglądać specjalnie;). Naszą rozrywką stało się poszukiwaniwe samochodów z rejestracją "HIM", sfrustrowana pilkku obiecała Nobla temu, kto pierwszy wypatrzy takową;)))
|
Wreszcie dotarliśmy do placu, otoczonego wokół wysokimi kamienicami z cegły, na którym, a właściwie pod którym znajduje sie Temppeliaukio Kirkko. W poszukiwaniu wejścia wspięliśmy się na górę, kopuła kościoła zdecydowanie wywołuje skojarzenia z ufo, choć nas najbardziej zadziwił mały plac zabaw postawiony nad kościołem. Wreszcie znaleźliśmy wejście. Z wnętrza ciemnego kościoła dobiegały dźwięki skrzypiec i fortepianu, mieliśmy szczęście - trafiliśmy na koncert. Akustyka jest niesamowita, muzyka aż wibrowała między skalnymi scianami.
|
|
Kolejnym punktem w naszym planie zwiedzania na dzień dzisiejszy była Opera. Ponieważ pilkku uparła się na konkretną trasę, a sama jeśli chodzi o orientację w terenie to najlepsza nie jest, a jak sie okazało reszta wycieczki też zatraciła swoje umiejętności przewodników, czas jakiś błąkaliśmy się wokół kościoła. W końcu zniecierpliwieni zapytaliśmy o drogę uprzejmych jak zwykle Finów (szkoda, że nie zrobiliśmy tego wcześniej;).
|
|
Opera z zewnątrz nie wygląda imponująco. Biały budynek, przypominający nieco budowlę z klocków Lego. Zdecydowaliśmy się jednak obejrzeć ją od wewnątrz. I to był strzał w dziesiątkę. Prostota, funkcjonalizm w fińskim wydaniu zachwyca. Przestronne wnętrza, gra świateł, a dodatkowo trafiliśmy na przedziwną wystawę odlanych z metalu rzeźb. Nie da się tego wszystkiego opisać, to trzeba zobaczyć! Na razie na naszych zdjęciach, ale jeśli ktoś z Was będzie w Helsinkach - naprawdę polecamy!
Niepozorny budynek opery kryje w sobie wiele zaskakujących elementów. Zadziwieni ruszyliśmy dalej przepięknym parkiem wzdłuż Töölönlahti w kierunku Finlandia Talo, po drodze mijając przedziwny budynek Muzeum Miejskiego, który wygląda jak mały zameczek.
Finlandia Talo został zaprojektowany przez Alvara Aalto, pierwotnie jako większa część przebudowy Helsinek. Wizja wielkiego architekta nie została do tej pory zrealizowana, mimo to biały, nieregularny budynek widoczny juz z okien pociągu przykuwa wzrok. Charakterystyczne dla Aalto faliste formy i asymetria są doskonale widoczne w tym budynku. Nie służa one oczywiście jedynie efektom dekoracyjnym, w Finlandia Hall jest doskonała akustycznie sala koncertowa. Niestety z powodu jakiejś konferencji niemożliwie okazało się zwiedzenie budynku. Obiecaliśmy sobie, że tu jeszcze wrócimy, ale jak czas pokazał - musimy już to zrobić na następnej wycieczce do Helsinek.
|
|
Po drodze stwierdziliśmy, że mamy jeszcze trochę czasu, by zobaczyć sobór Uspieński, którego ciemnobrązowa sylwetka góruje nad portem.
|
|
Dzień pełen wrażeń trwał nadal. Nastąpiło kolejne spotkanie z architekturą Aalto, tym razem w kampusie studenckim w Otaniemi, gdzie odbyła się nasza lekcja fińskich tańców;) Ach, co tam się działo. Nasz nauczyciel, dowcipny, starszy pan z wielkim czerwonym nosem jak Rudolf wyłaził ze skóry, ale udało mu się! Grupa cudzoziemców tańczyła jak oszalała, tu mamy kilka zdjęć szpiega jak wywija na parkiecie humppę, tango czy jenkki.
|
|
|
Dwie godziny tańca wykończyły nas zupełnie, ale uwierzcie nam - na następnej fińskiej imprezie Aurinkotiimi (nauczymy też tst) będzie wywijało jak prawdziwi Finowie;)
|
|
DZIEŃ SIÓDMY - 10.07
To był dzień na spotkanie z panem Timo Salminenem. Myślę, że większości naszych finofili pan ten powinien się kojarzyć z corocznym Festiwalem Filmu Fińskiego! Spotkaliśmy się w Kiasma i tam skierowaliśmy swe pierwsze kroki. I choć osobiście nie jestem wielką miłośniczką sztuki współczesnej, spędziłam tam naprawdę fantastyczny czas. Kiasma to prawdziwe centrum kultury, punkt spotkania refleksji, informacji i doświadczenia, oferuje możliwość spotkania się z wciąż redefiniującą się wciąż sztuką, zmieniającymi się zasadami jej tworzenia, z różnymi wizjami i znaczeniami sztuki. Budynek Kiasma zaprojektowany został przez Stevena Holla, budowa wywoływała wiele emocji. Przede wszystkim, jak mówił nam Timo, Kiasma przysłoniła widok na leżącą naprzeciwko dzielnicę, co nie podobało się mieszkańcom centrum. Poza tym sam budynek w swoim kształcie jest mocno dyskusyjny, ale wnętrze zachwyca.
Na piątym piętrze odbywała się czasowa wystawa pt. Future Cinema, ukazująca przyszłość kultury mediów. Ale przyszłość widzianą zarówno przez przeszłość, jak i przez nowe możliwości jakie daje technika. Wystawa pokazuje możliwe kształty sztuki filmowej.
Brzmi wzniośle, ale obcowanie ze sztuką może być naprawdę zabawne. Budziliśmy do życia uśpione na ekranie wilki, naśladując ich odgłosy, wyjąc, szczekając i warcząc do mikrofonu, rozmawialiśmy z wirtualną aktorką. Mnóstwo możliwości i różnych spojrzeń na film. A co najważniejsze - jak na wystawę o mediach, została ona zaplanowana jako bardzo interakcyjna, zachęcająca do uczestniczenia w procesie twórczym autorów.
Kiasma nas zachwyciła (chyba nie ma w Finlandii takiej rzeczy, no może poza cenami, która by nas nie zachwyciła;,'), następnie obejrzeliśmy nowoczesny szklany budynek Helsingin Sanomat. Timo zaprowadził nas do jednego z większych kin w Helsinkach, mieszczącego się niedaleko stacji kolejowej. Krótki spacer po centrum Helsinek, a potem ruszyliśmy na poszukiwanie ostatniego do zobaczenia kościoła - Johanessen Kirko.
|
Teoretycznie szpieg zdobyl Nobla - rejestracja HIM znaleziona i sfotografowana nawet;)))
Zmęczeni, pełni wrażeń wróciliśmy do domu, gdzie czekały nas przygotowania do zbliżającej się imprezy.
|
Impreza rozkręcała się powoli, wraz z upływającym czasem i znikającym alkoholem, robiło się coraz bardziej głośno (biedni sąsiedzi, jeden nawet przyszedł;) Pojawienie się naszych włoskich sąsiadów z góry z instrumentami spowodowało maksymalne ożywienie, mogliśmy nawet wypróbować nabyte wczoraj umiejętności z kursu tańca;)
Ale to nie koniec - koło północy zdecydowaliśmy się przenieść do jakiegoś klubu i po krótkich poszukiwaniach wylądowaliśmy w kultowym, w niektórych kręgach, Lost & Found. A tam bawiliśmy się na parkiecie do bialego rana (trochę to dziwnie brzmi, zważywszy, że noce prawie całe białe są;)
DZIEŃ ÓSMY - 11.07
Dzień odsypiania (biedna Karolina, do pracy iść musiała:(((
No i dzień Type o Negative! A my wciąż bez biletów:(( Postanowiliśmy wieczorem iść pod koncert.
No i ma przyjechać Ania w odwiedziny:)
Strasznie leniwy dzień. Poszwendaliśmy się po deszczowych Helsinkach, marząc o kawie.
Koncert Type o Negative obejrzeliśmy i posłuchaliśmy zza płotu. Szkoda mi było jeszcze Sentenced, bo okazało się, że grają przed Type'ami. A wrażenia z koncertu, a właściwie spod koncertu - nad Parkiem Kaisaniemi unosiła się aura rozpoczynającego się weekendu. Nieoczekiwanie dla nas rozentuzjazmowani muzyką (i nie tylko Finowie okazali się być gadułami jakich mało (dzięki Antti, żeś śpiewał z Peterem, skutecznie go zagłuszając). Wszędzie pełno było odzianych w skóry, długowłosych metali (pilkku trafiła do raju,'), gotyckich dziewcząt i alkoholu. Malownicze grupki czarnowłosej młodzieży obu płci rozpościerały się w parku wokół koncertu, panował gwar i poruszenie. Poruszenie tak wielkie, że pomimo znacznej odległości od sceny, oddzielona płotem, a więc bezpieczna i nie narażona na działanie pogujących fanów Type o Negative, pilkku wyszła z koncertu z wielkim siniakiem na nodze. Jednak koncertu nie zaliczyłaby do najbardziej udanych (może nie udzielił mi się klimat spod samej sceny,'), no a przede wszystkim zabrakło mi mojego ukochanego utworu, na który czekałam - Everything Dies... Dobrze, że na pocieszenie zagrali parę starych, dobrze znanych kawalków. Ale trzeba przyznać, że nawet z daleka Peter robi niesamowite wrażenie. (szpieg: ee tam, ja wolę Amorphis, Sentenced, Moonsorrow i Opetha ;)
DZIEŃ DZIEWIĄTY - 12.07 - DZIEŃ OSTATNI W FINLANDII:((((
Jutro wyjazd, nerwowo odganiamy od siebie tę przerażającą myśl. Nieeeeee:(((
Ale dziś czeka nas naprawdę interesujący dzień! Wizyta z Timo Salminenem na Seurasaari, gdzie znajduje się skansen. Ale od początku.
|
|
Umówiliśmy się z Timo przed pomnikiem Sibeliusa. Dziwne to dzieło, ale wygląda niezwykle. Jesteśmy tylko ciekawi, czy hulający jesienią wiatr wydobywa z tych metalowych rur jakieś przeraźliwe dźwięki???
Podobno początkowa wersja pomnika budziła kilkanaście lat temu mnóstwo sprzeciwów, dlatego autor rzeźby dodał jeszcze wykonany z metalu odlew twarzy artysty.
|
Pięknym nadbrzeżem, powoli spacerkiem doszliśmy na Seurasaari. Po drodze mijaliśmy letnie rezydencje premiera i prezydenta Finlandii, usytuowane nad samym brzegiem, skryte wśród drzew.
Seurasaari to przepiękna, zalesiona wyspa, oddalona o 15 min. jazdy autobusem od centrum, na której znajduje się otwarte muzeum - skansen. Zgromadzono tu typowe wiejskie budynki z różnych części Finlandii, zbudowane między XVIII a XX stuleciem.
No ale nas głównie zachwyciły fińskie wiewiórki;) Kochane stworzonka, na widok orzeszków w ręku (to dzięki Timo;) przychodziły do nas, brały z ręki;) Nie zapomnę jednej takiej co to napakowała sobie w mordkę ze cztery i już jej się nie mieściło więcej, to wzięła piątego w łapkę, zachłanne stworzonko;) Niesamowicie to wyglądało jak rude kitki wręcz biegały za nami, nie mówiąc już o gołębiach, które spragnione jedzonka po prostu za nami latały (jak w "Ptakach" Hitchcoka). Zresztą nie tylko wiewiórki pokochały nas z wzajemnością, co odważniejsze ptaszki siadały na naszych rękach pełnych orzechów i chleba. A hiriinen zdołała nawet zachęcić dzięcioła do bliższego z nią kontaktu.
Ogólnie - zachowywaliśmy się jak dzieciaki, a na widok każdej wiewiórki po prostu piszczeliśmy z zachwytu!!!!
|
Naszą wycieczkę zakończyliśmy przepyszną kawą z bitą śmietaną w kawiarni ("Tamminiementien Kahvila") u Pani Grażyny, która to (kawiarnia, nie Pani Grażyna ;) mieści się niedaleko skansenu. Polecamy. Mają tam też przepyszne cynamonowe bułeczki;)
|
Przed wyjazdem udało nam się jeszcze skorzystać z prawdziwej fińskiej sauny... To już każdy z Was musi sam przeżyć...
Przykro było nam się pakować, żegnać z Finlandią, Helsinkami, nowo poznanymi znajomymi, cudowną atmosferą... Tydzień to zdecydowanie za krótko, upłynął tak szybko i intensywnie.
DZIEŃ DZIESIĄTY - 13.07
Nie będziemy Was męczyć szczegółami naszej powrotnej podróży. Zwiesiliśmy nosy na kwintę i pełni wspomnień wracaliśmy do Warszawy, w myslach planując już kolejną wyprawę do Finlandii.Może następnym razem będzie to Laponia???? ;)
Dziękujemy Karolinie, Małej Mi, Przemkowi i Reynaldowi, że pełni poświęcenia wstali z nami w niedzielny ranek o 4 rano i odprowadzili nas na prom. Nawet nie macie pojęcia jak trudno było się z Wami żegnać, jak ciężko było rozstać się z Finlandią.
Podziękowania największe i wielkie:

Karolina "Sirkka" - za gościnę w Helsinkach, za to, że wytrzymała z naszą nieznośną trójką
Päivi i Max - za wspaniałą wycieczkę po Turku, niesamowite przyjęcie, entuzjazm dla tego co robimy i pyszne winko;-)
Timo Salminen - za najpiękniejsze Helsinki jakie mogliśmy zobaczyć;)
Antonio, Luca, Giuseppe i reszta - za niesamowitą muzykę i imprezkę. By poznać dwóch pierwszych panów zapraszamy na www.unyou.net.
Przemek, Reynald, Tobias, Ley, Rey, Tra z everybody, i inni zaproszeni i nie zaproszeni - fajnie było Was poznać;)
pilkku
szpieg
|