|
Wpisany przez zuzk
|
|
Piątek, 20 Luty 2009 18:36 |
Heh, właśnie sobie uświadomiłam, że to moja pierwsza relacja koncertowa w życiu... No to jedziemy!
Ale od początku. Pomysł całej wyprawy mojej do Niemiec zrodził się jeszcze w Finlandii, kiedy to w Helsinkach i Tampere grał skład Slipknot, Machine Head i Children of Bodom. Odkryłam wówczas, że pod koniec stycznia CoB ruszają we własną trasę po Europie - Blooddrunks Crawling Over Your EU 2009 - w asyście Diablo i Cannibal Corpse. W owym czasie przez problemy ze zdrówkiem umknęła mi wycieczka do Laponii, co wkurzyło mnie do tego stopnia, że powstał w mej głowie plan zrekompensowania sobie tego przez wypad do Monachium na koncert i objazd po południowych Niemczech i Austrii w celu odwiedzenia znajomków z Finlandii. Niewiele się więc zastanawiając, zakupiłam bilet. Odwrotu nie było.
No i tym sposobem 3.lutego w okolicach godz. 18.30 stanęłam sama z lolem na paszczy pośród gromady sprechających po niemiecku szatanów z przeświadczeniem, że pokręciło mnie do reszty :P Bo jakby nie patrzeć, gdyby nie te 4 miesiące w Finlandii, nie byłabym sobie w stanie wyobrazić takiej wyprawy we własnym wykonaniu. Ale back to the point.
Wkrótce po 19 bramy zostały otwarte i gawiedź z hukiem wsypała się do środka. À propos, dwa słowa na temat miejsca. Koncert odbył się w klubie Backstage, który nie prezentował się za ciekawie z pociągu – mały, niepozorny, szary budyneczek zagubiony pośród krzaczorów. Dzisiaj to mój ulubiony koncertowy klub :) Nie za duży, co dało świetną, kameralną atmosferę, ze sceną blisko publiczności, zapewniającą fajny kontakt zespołu z fanami i parkietem dla publiki zrobionym w taki sposób, że z każdego miejsca doskonale widać było scenę. Perfect.
Jako pierwsi na scenę wyszli chłopaki z Diablo. Nie interesowałam się nimi zbytnio wcześniej, także większość ludzi na sali oczekiwała niecierpliwie na CC i CoB, ale występ, choć krótki, został bardzo sympatycznie odebrany. Był m.in. „Icaros”, tytułowy numer z najnowszego albumu, jeden zresztą z moich ulubionych, a na koniec, ku uciesze tłumu, cover Abby „Dancing Queen”. Wolę diabelską wersję.
Po krótkiej przerwie na sali rozpętało się piekiełko, a to za sprawą Amerykanów z Cannibal Corpse. Nie lubię ich, przyznaję, i koncert tego w żadnym stopniu nie zmienił, więc sporą część występu spędziłam na obojętnym sączeniu coli i wyprawie do kibla :]
Ale piekło właściwe miało dopiero nadejść wraz z wejściem na scenę długo oczekiwanych Finów. Zaczęli ostro, od szybkiego „Hellbounds on my trail”, wtedy też wpadłam między szalejący tłum i straciłam kontakt z rzeczywistością :) Z początkiem poszło też „Smile Pretty for the Devil”, poprzedzone świetnym „Sixpounder”, który na żywo zabrzmiał jeszcze lepiej niż na krążku. Uradowało mnie niezmiernie „Banned from Heaven”, bo nie spodziewałam się tego na koncercie – no cóż, intuicja zawiodła mnie, ale doznałam za to miłego zaskoczenia. Pomiędzy numerami Alexi zagadywał publikę i zmieniał kapelusze z dziwnych na dziwniejsze, sam się z siebie przy tym nabijając :P Z entuzjastyczną reakcją spotkał się kawałek „Hate me!”, po którym nastąpiło „Children of Decadence”… które urwało się niespodziewanie niczym mariacki hejnał :P Po chwili dialogu z fanami chłopaki ruszyli znów, ale już z „Bodom After Midnight”. „Blooddrunk” poprzedzone zostało długą zapowiedzią Alexiego. Zabrzmiało potężnie. Nie zdążyłam nawet ochłonąć, bo ze sceny już leciały pierwsze dźwięki „In Your Face”. Po 4 minutach byłam pewna, że to mój absolutny No.1 tak na płycie, jak i live :) W pewnej chwili do mikrofonu dorwał się też Janne, prezentując kolekcję bielizny, jaką przystrojony był jego sprzęt, zebraną ponoć podczas pierwszych 4 koncertów i począł narzekać, że dziś owa kolekcja zdaje się nie powiększać… „So what the fuck is wrong?” Na ten sygnał na scenie coś wylądowało, z braku okularów nie jestem jednak w stanie udokumentować, cóż to było :P Nie zabrakło też „Lake Bodom”, „Bodom Beach Terror” i „Downfall”. Na bis zagrane zostało „Bed of Razors” i „Hate Crew Deathroll”, przed którym to kawałkiem zostaliśmy kilkakrotnie zapytani „Are you the hate crew?” - “Yeeeeeah!”, a następnie wyśpiewywaliśmy refren wespół z Alexim :)
Ogólne wrażenie – niesamowite! Ani przez moment nie żałowałam swojego szalonego pomysłu, bo absolutnie warto było. Zabrakło kilku numerów, które miałam ogromną nadzieję usłyszeć na żywo, z "Tie My Rope" na czele, ale setlista zacna była i tak i usatysfakcjonowała mnie (prawie) całkowicie. Powtórka może na jakimś letnim festiwalu – miksi ei? ;)
|
|
Zmieniony: Poniedziałek, 16 Marzec 2009 22:04 |
|
Forum
Linki
Pogoda w Finlandii
Typowanie skoków
Słownik polsko-fiński
O nas
Kontakt
|