|
Vaasa – Pori – Rauma – Turku – Mariehamn – Helsinki – Vaasa
5 – 11 lipca 2004
Początek lipca w Finlandii zapowiadał sie niezwykle upalnie, dlatego z przyjemnością skorzystałam z zaproszenia Susanne i Magnusa, by odwiedzić ich w nowym miejscu zamieszkania na Wyspach Alandzkich. Udało mi się również namówić na tę wycieczkę naszego wspólnego znajomego Mathiasa i tak oto w poniedziałkowe popołudnie 5 lipca 2004 wyruszyliśmy z Vaasy zdezelowanym, prawie 20-letnim Volvo... ale przynajmniej silnik miał mocny...
Dzień I - poniedziałek
Droga z Vaasa do Turku biegnie wzdłuż zachodniego wybrzeża Finlandii i warto zwrócić uwagę na niewielką miejscowość Närpes (fin - Narpiö,'), prawie całkowicie zamieszkane przez szwedzkojęzyczną część ludności, a także Keskinen – najmniejsze miasto w Finlandii.
Gdzieś mniej-więcej w połowie drogi między Vaasa, a Turku leży Pori, miasto, które każdemu wielbicielowi muzyki kojarzyć się może z odbywającym się co roku Pori Jazz Festival (tegoroczna edycja obfitowała wręcz w wielkie gwiazdy). Poza tym mój książkowy przewodnik twierdził, że nie ma tam wiele do do oglądania, a mój towarzysz podrózy też nie bardzo umiał mi powiedzieć co w tym Pori właściwie jest. Jednak bez szemrania zgodził się na krótki postój (a spróbowałby szemrać...).
I muszę przyznać, że Pori zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie. Położone nad rzeką Kokemäki wydało mi się niezwykle urokliwym miastem. Razem z Mathiasem udaliśmy się na spacer po położonym niedaleko centrum parku, skąd widać było całkiem spory kampus uniwersytecki. Poza tym pogoda naprawde dopisała i w słoneczych promieniach Pori wyglądało naprawdę radośnie!
Następny przystanek mieliśmy w Raumie. Rauma jest jednym z najstarszych miast w Finlandii a zachowane z XVII i VIX w stare drewniane budynki zostały wpisane w roku 1991 na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO (dodam, że na tej samej liście znajdują się m.in. egipskie piramidy, Watykan czy Taj Mahal). Stara Rauma zajmuje około 30 hektarów – 600 drewnianych domów przetrwało do dnia dzisiejszego.
Gdy przyjechaliśmy do Raumy właśnie przestało padać, aczkolwiek nad miastem nadal wisiały ciemne chmury, w niczym nie przypominające słonecznej atmosfery Pori. Bez trudu odnaleźliśmy stare miasto. Przejście uliczek zajęło nam góra 20 – 25 minut i przyznam się szczerze, byłam nieco rozczarowana. Może oczekiwałam nieco bardziej urokliwego miejsca. To co rzuciło mi się w oczy to kręcące się wokół rynku wypasione samochody z łysymi kierowcami. Jak widać, niektóre rzeczy są naprawdę ponadkulturowe... (tak jak śmietnik w pokoju adminów:)
Do Turku przybyliśmy dość późnym wieczorem, choć (jak to w lipcu w Finlandii bywa) słońce niepodzielnie królowało na nieboskłonie. Udało nam się jeszcze obejrzeć Mystic River i grzecznie poszliśmy spać, bo rano wyruszaliśmy na prom.
Dzień II - podróż na Alandy
Wczesna pobudka nie wprawiła mnie w fantastyczny nastrój (Ci co mnie znają, wiedzą jak mało przyjemnie jest mnie budzić z rana...). Ale szybkie śniadanie i popędziliśmy do portu, gdzie czekał już na nas prom Viking Line. Bez problemu dostaliśmy bilety i tak oto zaczęła się morska część naszej podróży... Mi przy okazji udało się zarezerwować bilet na drogę powrotną do Helsinek, aczkolwiek nie było już dostępnych żadnych wolnych kabin, jedynie w klasie LUX (czy jakoś tak, ale ich cena odstraszała...). Dodam, że rejs powrotny przypadał na środek nocy... ale o tym później.
|
Rejs przebiegał niezwykle spokojnie wśród tłumów średniotrzeźwych obywateli naszego ulubionego kraju. Za główną „rozrywkę” mogę uznać karaoke w barze... Dobrze, że widoki ładne były:)
O godzinie 14 Mariehamn przywitało nas słoneczną i upalną pogodą, zapowiadały się naprawdę cudowne wakacje!
|
Dzień III
Przed wycieczką na Alandy zapytałam pewnego mojego kolegę B, zapalonego żeglarza zresztą, co jest tam ciekawego do zwiedzania, odparł: „Co do Alandów, to w zasadzie tam nie bardzo co jest do zwiedzania – polecam Pommern, twierdzę Bommarsund z przepięknym widokiem na archipelag. Ale tam sie podziwia piękne wysepki i cudną przyrodę”. Zobaczymy czy miał rację...
Dzień zwiedzania Mariehamn, które wielkim miastem nie jest... W stolicy Alandów żyje 10600 mieszkanców, a obszar (uwaga) – 12 km2. Niewiele, prawda? Znajomi moi mieszkają 2 minuty od głównego deptaka, zatem zwiedzanie Mariehamn zaczęłam od sklepu z biżuterią (polecam!!!). Potem wyruszyliśmy do Wschodniego Portu. Pierwsza rzecz – plaża i dość ciepła woda, nabrałam nawet ochoty na kąpiel. Oczywiście Alandy to raj dla żeglarzy, stąd ogromne ilości przeróżnych jachtów przycumowanych w porcie. Zreszta co tu dużo pisać, są zdjęcia... zdjęcia z portu, z jachtami, mewami itp. No i zachęcam do wypicia kawy w porcie i podzielenia się pullą z okolicznymi wróbelkami:)
|
Aha, przestrzegam przed lodami! Są pyszne, ale dwie gałki to samobójstwo, ponieważ tam gałki są wielkości duzego jabłka, a nie orzecha włoskiego...
|
|
A wieczorem, przed sauną, wycieczka do Eckerö, gdzie zażyliśmy niezwykle odświeżającej kąpieli w lodowatym fińskim morzu.
|
Dzień IV
|
Głównie zwiedzanie Zachodniego Portu w Mariehamn, gdzie króluje Pommern, ale najpierw wczesna pobudka i oczekiwanie na telefon z TVP 2... Tak, Aurinko w telewizji!!!!
|
Potem można było spokojnie wyruszać na zwiedzanie wschodniej części miasta, które to zaczęliśmy od wejścia na pokład statku Pommern. Zbudowany w 1903 roku w stoczni w Hamburgu statek niedawno swięcił 100-lecie swego powstania. Wspaniale zachowany, służy obecnie jako muzeum, wcześniej jednak ten nowoczesny (jak na swoje czasy) statek pływał z towarami między Europą a Ameryką Południową.
|
Po obejrzeniu statku wybraliśmy się na bardzo miły spacer na niedaleko położone wzniesienie, skąd rozpościerał się cudowny widok na archipelag. Tak, muszę przyznać słuszność mojemu koledze – Wyspy Alandzkie to przede wszystkim morze, archipelag i cudowna natura!
Ponieważ to już mój ostatni dzień na Alandach (teraz kierunek Helsinki,'), nie obyło się bez łażenia po sklepach i kupowania pamiątek (ceny, ceny!!!). Jednym z towarów „eksportowych” na Alandach są ceramiczne wyroby z Jussi Keramik. Nawet nie takie złe, gdyby nie te ceny!!!!
|
|
Noc
O godzinie 23.30 do portu w Mariehamn zawitał płynący ze Sztokholmu prom do Helsinek. Zatem czekała mnie kilkugodzinna morska podróż. Z przygodami, bowiem w trakcie rezerwacji biletu okazało się, że z kabin dostępne są jedynie luksusowe, za niebagatelna sumkę stu-iluś euro... podziękowałam i zakupiłam bilet bez kabiny. Na szczęście Mathias uświadomił mnie, że na promach dostępne są sale, w których można spędzić noc śpiąc na podłodze. Noc minęła bez specjalnych atrakcji, nie licząc pijanego Fina (tak, tak,'), który bardzo, bardzo chciał palić w pomieszczeniu, gdzie spało około 50 osób...
Dzień V
Helsinki!!!! Helsinki przywitały mnie cudowną pogodą, z pokładu statku mogłam podziwiać Suomenlinnę. Nic tak nie cieszy oczu Finofila jak panorama na miasto z Tuomiokirkko górującym nad Helsinkami!!
|
|
Z portu udałam sie do oczekującej mego przyjazdu Heidi. Po szybkim posiłku zdecydowałyśmy się wyruszyć na Kirpputori w okolicach Nosturi, a potem szybka kawka na Mannerheimntie:) dodam, że upał był niemiłosierny.
Około 18 udałam się na lotnisko w Vantaa, by godnie przywitać moją siostrę Ankę, która postanowiła zawitać na północy, a znana jest ze swoich upodobań do południowych krajów i mężczyzn... A wieczorem (w nocy:) zaczęłyśmy przygodę z Finlandią...
|
Weekend w Helsinkach
Dwa dni to dużo i mało. Ale starałam się jak najbardziej je wykorzystać, by pokazać Ance jak najwięcej tego urokliwego miasta. Choć sobota przywitała nas okropnym deszczem, niezrażone udałyśmy się na spacer po centrum miasta.
A wieczorem, cóż, pogoda okazała się być łaskawa. Wypad na Suomenlinnę był po prostu cudowny. I nie mówię tego tylko ze swojej perspektywy (osobiście uwielbiam to miejsce, więc nie jestem obiektywna,'), ale moja siostra była pod wrażeniem. Oto mała fotorelacja z tego przepięknego miejsca. Aha, polecam Suomenlinnę szczególnie w okolicach zachodu słońca – niesamowicie prezentuje się wtedy panorama miasta widziana z wyspy.
Na zakonczenie wycieczki krótki spacer po Helsinkach i kilka fotek:
No i czekała na nas Vaasa, ale to już chyba inna historia..
Aha, na Alandach obowiązują inne znaczki pocztowe niż w Finlandii. Ceny – niewiarygodne, ale jeszcze drożej niż w Finlandii!
Kiitoksia:
Mathias
Susanne & Magnus
Heidi
Ana – że wytrzymała ze mną ponad tydzień i za obiady (pyyycha!!!)
Text i zdjęcia:
pilkku
|